* AKTUALNOŚCI
 


Węgierska Górka, dn. 05.11.2011 r. (sobota) - godz. 13:30
14. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)

SKAŁKA ŻABNICA - NKS START NAMYSŁÓW 4-0 (0-0)

1-0 T.Janik 60'
2-0 Mbachu 70'
3-0 Mbachu 84'
4-0 T.Janik 90'

SKAŁKA: Steiniger - Szafranskyj (86.Kania), Biegun, Domański, T.Janik, Jaroszek [k], Pełka, Planeta (81.Kochutek), Tkaczuk (75.Zyguła), Mbachu (86.Gołębiowski), Dudka.
Rezerwowi: Nowak, Sadio, Kolbusz.
Trener: Vladimir VESELY.
Stroje: żółte koszulki - czarne spodenki - żółte getry.

NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], W.Janik, Maciejewski - Szpak, Wilczyński, Bonar (81.Piwowarczyk), Maryniak (61.Samborski), Ciąglewicz (76.Błach) - P.Pabiniak.
Rezerwowi: Smoleń, Ł.Pabiniak, Biliński.
Trener: Bogdan KOWALCZYK.
Stroje: czerwone koszulki - czarne spodenki - czerwone getry.

Sędziowali: Damian Picz (jako główny) oraz Dariusz Wardak i Artur Chudala (wszyscy KS Opole).

Żółte kartki: Domański (23.) - Zalwert (22.).

Widzów: 90.

Mecz trwał: 96 minut (48+48).

Ostatni wyjazd, w III-ligowej rundzie jesiennej, wypadł czerwono-czarnym aż do Węgierskiej Górki. Blisko 300 kilometrów do pokonania sprawiło, że namysłowianie w podróż do Beskidu Żywieckiego wyruszyli bladym świtem. Już przed meczem wiadomym było, że faworytem konfrontacji będą gospodarze, i to nie tylko z racji własnego boiska. Przede wszystkim żabniczanie dysponują większym piłkarskim potencjałem, zajmują pewne miejsce w środkowej części tabeli, a przed tygodniem aż 6-1 rozgromili w derbowym pojedynku zawsze groźny BKS Stal z Bielska-Białej. Atutem ekipy trenera Kowalczyka miała być przede wszystkim konsekwencja w realizacji na wskroś defensywnej taktyki i próba szukania gola po kontratakach. Namysłowianie ostatecznie zeszli z boiska ze sporym bagażem goli po stronie strat, niemniej przez godzinę zapowiadało się na niespodziankę. Wówczas to miała miejsce brzemienna w skutkach akcja, która zadecydowała o dalszych losach spotkania. O tym jednak w dalszej części relacji.

Od pierwszych minut spotkania widać było nie tylko przewagę w posiadaniu piłki przez Skałkę, ale również przewagę fizyczną rywali. Przez długi jednak czas niewiele z tej przewagi wynikało. Pierwszą, godną odnotowania sytuację, odnotowaliśmy w 16'. Wówczas to po wycofaniu futbolówki przed szesnastkę na uderzenie zdecydował się Tomasz Janik. Jego próba poszybowała jednak w środek bramki Stasiowskiego, który nie miał problemów z pochwyceniem "skóry" w rękawice.
Cofnięci namysłowianie mocno utrudniali grę ofensywną Skałce, czyhając na dobry moment do kontrataku. Jeden z nich przytrafił nam się w 31'. Szpak uruchomił na prawej flance P.Pabiniaka, który zdecydowanie ruszył w pole karne miejscowych. Zdecydował się na strzał z narożnika szesnastki, ale piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką świątyni Słowaka Steinigera. A skoro przy obcokrajowcach jesteśmy. Warto wspomnieć, że w wyjściowej jedenastce żabniczan zobaczyliśmy aż 5-ciu stranierich (Słowacy Steiniger i Planeta, Ukraińcy Szafranskyj i Tkaczuk oraz Nigeryjczyk Mbachu), co w III lidze śląsko-opolskiej jest prawdziwym ewenementem.
W 40' namysłowianie ponownie próbowali ukąsić zielono-białych. Zbitą pod nogi futbolówkę przejął Wilczyński, po czym uderzył z 22 metrów (lewą nogą). Niestety, strzał był zbyt słaby, aby Steiniger dał się zaskoczyć. Piłkarze Skałki odpowiedzieli w 44', wyprowadzając szybki kontratak. W finalnym momencie skrzydłowy gospodarzy mocno wstrzelił piłkę z prawej strony murawy, wzdłuż 4-tego metra. Szczęśliwie dla nas Szafranskyj wślizgiem tylko musnął "kulę", dzięki czemu Stasiowski zdołał ją bez większych problemów nakryć. I trzeba przyznać, że przed przerwą była to najgroźniejsza akcja przedmeczowego faworyta. Jeszcze w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Pełka, w narożniku szesnastki, zdecydował się na strzał z kozłującej piłki. Futbolówka jednak minęła namysłowską bramkę.
W pierwszych 45 minutach czerwono-czarni umiejętnie przesuwali się formacjami, zawężając nie tylko pole gry, ale przede wszystkim skutecznie wybijając z rytmu próbujących rozpędzić się gospodarzy. Trzeba przyznać, że gracze Skałki nie atakowali naszego przedpola z wielką determinacją, niemniej mieli spore problemy, aby przebić się w okolice namysłowskiej świątyni. "Duma Namysłowa", co zrozumiałe, czyhała na kontrataki. Oczywiście nie należy zapominać, że widoczna przewaga w polu należała do zielono-białych.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Namysłowski team nadal konsekwentnie starał się realizować narzuconą taktykę, a gracze miejscowych szukali sposobu na wyprowadzenie naszych pupili w pole. W 51' pod bramką czerwono-czarnych powstało spore zamieszanie, a jeden z rywali zdecydował się na strzał z sytuacyjnej piłki. Refleksem popisał się jednak Stasiowski, który dobrą interwencją odbił piłkę na korner. 55', to dla odmiany akcja namysłowian. Wilczyński na lewym skrzydle uruchomił P.Pabiniaka. Patryk odważnie wbiegł w szesnastkę, wygrał pojedynek biegowy z obrońcą, a już spod linii końcowej zagrał wzdłuż bramki. Lekko wracającej futbolówki na krótkim słupku nie mógł sięgnąć Ciąglewicz. Szkoda natomiast, że pod akcję nie podłączyła się większa liczba graczy Startu, bowiem w centralnym punkcie przedpola Skałki - gdzie toczyła się "skóra" - nie było żadnego z jej defensorów. Gdyby wówczas pojawił się tam jeden z namysłowian, niechybnie stanąłby przed znakomitą szansą strzału na opuszczoną bramkę. 5 minut później dobrą akcją oskrzydlającą popisał się Planeta, z prawego skrzydła dśrodkowując "kulę" na 10-ty, metr. Ta trafiła do pozostawionego bez opieki Szafranskyj'a, który - na szczęście dla gości - w świetnej sytuacji nie trafił w światło bramki.
60 minuta okazała się decydującą dla losów meczu. Wówczas to doszło do bardzo kontrowersyjnej sytuacji, po której żabniczanie objęli prowadzenie. Przy linii autowej, w środkowej części boiska, bez pardonu kopnięty przez przeciwnika został Wilczyński. Wojtka dosłownie ścięło z nóg, tymczasem arbiter zamiast odgwizdać ewidentny faul, nakazał kontynuację gry! Oczywiście namysłowianie momentalnie zaczęli krzyczeć, aby sędzia przerwał akcję, widząc leżącego nieruchomo kolegę. Niestety, miejscowi ruszyli z akcją, zapominając o niepisanej zasadzie "fair play". W efekcie Szafranskyj wycofał piłkę na 16-ty metr, a T.Janik mierzonym strzałem "po długim rogu" ulokował futbolówkę w bramce.
W tym momencie misternie realizowana przez namysłowian taktyka legła w gruzach. Na nic zdały się protesty naszych piłkarzy. Arbiter pozostał nieugięty, choć patrząc na sytuację z boku, można było odczuwać duży niesmak. Tym bardziej, że Wilczyński przez ponad 2 minuty od straty bramki nadal nie podnosił się z murawy (boleśnie odczuł to starcie). Dopiero interwencja naszego masażysty przywróciła go do stanu "używalności".
Podrażnieni utratą bramki namysłowianie w 61' przeprowadzili niezłą akcję. Wiktor Janik sprytnie wrzucił futbolówkę za plecy defensorów Żabnicy, do dobrze wchodzącego w tempo Ciąglewicza. Zamiast nieco podciągnąć z piłką, młody napastnik Startu pośpieszył się, decydując się na strzał z woleja. Dodajmy strzał niecelny. 69', to kolejna składna akcja czerwono-czarnych, po której mogliśmy doprowadzić do wyrównania. Szpak znalazł na prawym skrzydle Bonara, a ten dobrze dośrodkował na przedpole Skałki. Piłkę, której nie sięgnął żaden z obrońców gospodarzy, ostatecznie przejął P.Pabiniak. Niestety, miał kłopot z opanowaniem futbolówki w momencie jej przyjęcia (ta nieoczekiwanie mu odskoczyła), dzięki czemu jeden z rywali w momencie strzału zdołał go zablokować.
Nie minęła minuta, a gospodarze, po skutecznie wyprowadzonej kontrze, podwyższyli prowadzenie. Planeta wbiegł z prawego skrzydła w pole karne Startu, po czym skutecznie zwiódł "na zamach" Janika i odegrał do Mbachu. Znajdujący się w centralnym miejscu pola karnego Nigeryjczyk uderzył wewnętrzną częścią stopy i plasowanym strzałem zmieścił piłkę między Stasiowskim, a wewnętrzną częścią słupka. Gol na 2-0 w praktyce definitywnie pozbawił nas szans na korzystny wynik z wymagającym przeciwnikiem. Od tego momentu miejscowi złapali duży "luz" w grze, raz po raz nękając namysłowian kolejnymi atakami. W 77' piłkę na lewej flance otrzymał Ukrainiec Szfranskyj. Wbiegł z "kulą" do środka, po czym kąśliwie strzelił. Futbolówka, po nodze jednego z namysłowskich obrońców, trafiła w słupek bramki Stasiowskiego. Dwie minuty później gospodarze znów zaatakowali lewą stroną boiska, kończąc akcję centrą w szesnastkę. Zbitą przed bramkę piłkę zgarnął rezerwowy Zaguła, po czym momentalnie uderzył na naszą świątynię. Na szczęście dla namysłowian, tym razem futbolówka ostemplowała poprzeczkę. W 83' piłka ponownie znalazła się na naszym przedpolu po zagraniu jej z lewego sektora boiska. Błach nie kontrolował zawodnika, którego miał pilnować. Ten jednak nieprecyzyjnie złożył się do strzału i tylko dlatego wynik nadal brzmiał 2-0. Niestety, chwilę później gospodarze dopięli swego. W 84' Pełka na lewej stronie wygrał pojedynek "1 na 1" z Zalwertem, po czym wstrzelił futbolówkę wzdłuż 4-tego metra. Ta przeszła obok krótkiego słupka, a nieupilnowany przez Błacha Mbachu, dostawiając nogę, dopełnił tylko formalności.
Widać było wyraźnie, że po stracie drugiego gola, mecz dla namysłowian praktycznie się skończył. Z kolei rywale byli już pewni swego, stąd i kolejne groźne akcje konstruowali z dużą swobodą i polotem. Można napisać, że z boku ten okres gry wyglądał jak dobijanie piłkarskiego trupa.
Wynik ustalony został w 90'. Wtedy to czwartego gola dla zielono-białych ponownie zdobył T.Janik. Wilczyński przepuścił w środkowej strefie piłkę, nie widząc czyhającego przy nim rywala. Ten uruchomił wspomnianego Janika, który znalazł się "sam na sam" ze Stasiowskim, nie dając mu najmniejszych szans na skuteczną interwencję. W ostatniej akcji meczu (90+2') Piwowarczyk podciągnął z piłką kilka metrów, po czym zagrał na 15-ty metr do Samborskiego. Rafał dobrze przyjął piłkę, jednak uderzenie na bramkę nie było już precyzyjne i futbolówka znalazła się na bramkowym aucie.

Skałka rozbiła namysłowski Start aż 4-0, choć prawdę mówiąc, końcowy wynik jest nieco za wysoki. Na pewno jednak gospodarze jak najbardziej zasłużyli na 3 punkty. Szkoda, że na rezultat meczu istotny wpływ miała sytuacja z 60', jeszcze przy wyniku bezbramkowym. Żabniczanie skrupulatnie skorzystali z fatalnego błędu arbitra, zapominając o postawie "fair play". Dzięki temu wyszli na prowadzenie, które w znacznym stopniu umożliwiło im spokojniejszą grę. Z kolei okoliczności utraty gola dosłownie rozbiły mocne do tej pory morale czerwono-czarnych.
Do zakończenia rundy jesiennej pozostała jedna kolejka. W niej, w najbliższy piątek, podejmiemy Stal Bielsko-Biała. Czy w ostatnim III-ligowym meczu Start Namysłów pokusi się wreszcie po premierowe zwycięstwo w sezonie? Miejmy nadzieję, że fakt ten wreszcie nastąpi. [G, KK]

 
 * KLUB
    O klubie
    Stadion
    Sukcesy
    Historia
 * SENIORZY
    Kadra
    Tabela
    Wyniki
    Statystyka
 * JUNIORZY MŁODSI
 * SKLEP