* AKTUALNOŚCI
 


Namysłów, dn. 30.10.2011 r. (niedziela) - godz. 13:00
13. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)

NKS START NAMYSŁÓW - PNIÓWEK PAWŁOWICE ŚL. 0-1 (0-1)

0-1 Urbańczyk 14' głową

NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski (83.Biliński) - Wilczyński, Szpak, Samborski, Maryniak (78.Piwowarczyk), P.Pabiniak - Ciąglewicz (68.Błach).
Rezerwowy: Smoleń.
Trener: Bogdan KOWALCZYK.
Stroje: czarne (z czerwonymi wypustkami).

PNIÓWEK: Podolak - Szwarga, Goik [k], Przybyła, Oszek, Czyż (82.Kałka), Szczyrba, Urbańczyk, Halama (76.Popiel), Tkocz, Wojtków (90+2. Łyżwa).
Rezerwowi: Huczała, Stramski, Karczmarczyk, Bobrowicz.
Trener: Mirosław SZWARGA.
Stroje: białe (z czarno-zielonymi wypustkami).

Sędziowali: Leszek Niemczyk (jako główny) oraz Mariusz Rybarski i Grzegorz Wrzecionko (wszyscy KS Bielsko-Biała).

Żółte kartki: Szpak (19.) - Oszek (71.)

Widzów: 110.

Mecz trwał: 95 minut (46+49).

Niezła przed tygodniem postawa czerwono-czarnych w Jaworznie, zaowocowała wywalczeniem cennego punktu (1-1). Punktu pozwalającego przedłużyć naszą serię spotkań bez porażki do pięciu. Kolejnym przeciwnikiem, z którym zadaniem nr 1 naszych chłopców było nie przegrać, był zespół Pniówka Pawłowice Śląskie. Drużynę tę śmiało możemy określić mianem rewelacji rundy jesiennej. Przed sezonem nikt bowiem nie spodziewał się, że podopieczni Mirosława Szwargi po 12. kolejach zajmować będą pozycję wicelidera. Tym samym namysłowian czekało kolejne trudne zadanie. Potwierdzenie tych słów mogliśmy znaleźć na boisku zwłaszcza w pierwszych 45 minutach niedzielnego meczu.

Pierwsza połowa przypominała nieco domową konfrontację Startu z Rozwojem Katowice. Pniówek, podobnie jak Rozwój, w tej części meczu dyktował tempo gry, kontrolując przy tym przebieg spotkania. Z tą jednak różnicą, że nasi niedzielni rywale nie stwarzali sobie (jak katowiczanie) zbyt wielu bramkowych okazji. Jedną z niewielu naprawdę klarownych szans w pierwszych 45 minutach przyjezdni stworzyli sobie już w 2'. Po centrze z prawej strony boiska, Wojtków uderzył wolejem z pola karnego wprost w Stasiowskiego. Tym samym namysłowscy defensorzy bardzo szybko dostali pierwsze ostrzeżenie. W 7' z dobrej strony pokazał się Tkocz. Zza szesnastki przeniósł jednak futbolówkę nad poprzeczką. Nasz zespół po raz pierwszy do większego wysiłku zmusił Podolaka w 9'. Golkiper Pniówka uprzedził wówczas w swoim polu karnym Ciąglewicza, który wystartował do prostopadłej piłki zagranej przez Wilczyńskiego. Z kolei w 12' w roli głównej wystąpił Stasiowski. Szczyrba huknął z 30 metrów w środek bramki, a nasz człowiek między słupkami pewnie złapał "skórę". Namysłowski golkiper był już jednak bezradny w 14', kiedy to goście zdobyli - jak się później okazało - jedyną bramkę spotkania. Aktywny Tkocz dośrodkował z prawej strony boiska, na środek pola karnego. Tam do futbolówki wyskoczył pozostawiony bez opieki Urbańczyk i pewnym uderzeniem głową (tuż przy słupku) umieścił ją w siatce. Staraliśmy się odpowiedzieć niemal natychmiast, choć uderzenie Maryniaka z rzutu wolnego (spod linii bocznej) w 16' minęło w bezpiecznej odległości "świątynię" Podolaka. W kolejnej sytuacji akcja przeniosła się pod namysłowską bramkę. W 18' Tkocz zacentrował w pole karne, a piłka w zamieszaniu spadła w okolicach dalszego słupka, pod nogi Wojtkowa. Napastnik gości pozwolił jej jeszcze skozłować i z powietrza uderzył, ale nad poprzeczką. Z kolei w 21', po rzucie wolnym egzekwowanym przez Tkocza, z narożnika szesnastki bardzo niecelnie kropnął Czyż.
Próbowaliśmy odgryźć się rywalom w 28'. Wówczas P.Pabiniak podał w tempo do wychodzącego prawą stroną Samborskiego. Rafał podciągnął z piłką kilka metrów, po czym starał się zagrać do znajdującego się przed bramką Ciąglewicza. Futbolówka do młodego napastnika czerwono-czarnych ostatecznie nie trafiła, gdyż przejęli ją defensorzy Pniówka. W 31' na strzał z 25 metrów zdecydował się Szwarga. Próba była jednak tyleż silna, co i niecelna. 60 sekund później Szczyrba na środku namysłowskiej połowy minął Szpaka i podał na lewą stronę pola karnego do Wojtkowa. Ten sprytnym, technicznym uderzeniem po długim rogu starał się zaskoczyć Stasiowskiego, jednak "kula" minęła słupek. W 35' zakotłowało się w szesnastce Pniówka. Z rzutu wolnego piłkę wrzucił Maryniak. W polu karnym do dośrodkowania doszedł Kozan, jednak jego główka została zablokowana. Futbolówka spadła jeszcze pod nogi Samborskiego, ale ten w sporym zamieszaniu nie zdołał uderzyć jej w światło bramki. Najlepszą okazję przed przerwą stworzyliśmy w 37'. Trudno jednak mówić, że była to sytuacja stuprocentowa. Samborski zdołał na prawej stronie uwolnić się spod opieki obrońcy. Wpadł z futbolówką w pole karne i z ostrego kąta strzelił po długim rogu. Zagranie było jednak niecelne i nawet desperacki wślizg Ciąglewicza (nie sięgnął piłki) nie pozwolił nam cieszyć się z wyrównania. To była zresztą ostatnia godna odnotowania akcja pierwszej części gry.

Drugie 45 minut upłynęło już pod znakiem zdecydowanie bardziej wyrównanej gry, niż miało to miejsce w pierwszej odsłonie spotkania. W 50' lewą stroną urwał się P.Pabiniak, który po chwili kąśliwie zagrał wzdłuż bramki Podolaka. Niestety, żaden z jego partnerów nie przeciął podania i zagrożenie minęło. Na ripostę gości nie czekaliśmy długo, gdyż w naszej szesnastce zrobiło się gorąco w 52'. Co więcej, tylko Stasiowskiemu zawdzięczaliśmy, że nie przegrywaliśmy różnicą dwóch trafień. Po wyrzucie piłki z autu na wysokości pola karnego, kilka metrów od naszej bramki w dogodnej okazji znalazł się Tkocz. Uderzył technicznie, a piłka nabrała rotacji. Gdyby nie wspomniany Stasiowski, który musnął futbolówkę końcówkami palców, "kula" najprawdopodobniej tuż przy słupku wpadłaby do siatki. Groźnie pod naszą bramką było również w akcji z 54'. Wtedy Wojtków uderzył z pola karnego, choć jego strzał został zablokowany. Futbolówka trafiła jeszcze do Szczyrby, stojącego tuż przed bramką. Ten zaskoczony takim obrotem sprawy uderzył ją... udem. Do siatki jednak nie trafił. W 58' spod linii bocznej kolejny rzut wolny wykonywał Maryniak. Tym razem trafił w światło bramki, jednak Podolak był czujny i złapał strzał. Na kolejną próbę jednej ze stron czekaliśmy do 67', kiedy to Tkocz z dystansu przymierzył obok słupka. Następnie, w 72', strzałem po ziemi Stasiowskiego sprawdził Urbańczyk. Wojtek był na posterunku. Po chwili goście zdołali skierować piłkę do siatki. Zrobili to jednak w nieprzepisowy sposób. Po centrze Tkocza z kornera, jeden z naszych obrońców w zamieszaniu starał się wybić piłkę poza szesnastkę. Trafił przy tym "skórą" w rękę Przybyły. Ta wytraciła impet i wspomniany Przybyła skierował ją między słupki bramki. Arbiter był jednak czujny i słusznie gola nie uznał. Tym samym nadal przegrywaliśmy tylko 0-1 i mogliśmy mieć jeszcze nadzieję na wywalczenie korzystnego rezultatu z wiceliderem rozgrywek. 74' mogła jednak spowodować, że nasze szanse na korzystny wynik zostałyby zredukowane do minimum. Wojtków ładnie zagrał w uliczkę do Szczyrby, który już przed bramką ograł Stasiowskiego i stanął przez znakomitą okazją. Zawodnik gości oszukując jednak naszego golkipera, zbyt daleko wypuścił sobie piłkę i z ostrego kąta nie zdołał jej już skierować do pustej bramki. Niewiele brakowało, żebyśmy w 76' mogli się przekonać, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. Akcja przeniosła się przed szesnastkę Podolaka. P.Pabiniak znalazł sobie trochę miejsca i uderzył na bramkę z 20 metrów po ziemi. Doświadczony golkiper przyjezdnych z najwyższym trudem sparował strzał Patryka poza linię końcową. Z pewnością była to najlepsza okazja namysłowian w drugiej części gry. Bo już do końca spotkania nie udało nam się poważnie zagrozić Podolakowi. Nieco bliżej podwyższenia prowadzenia byli natomiast goście. W 85' Wojtków zza pola karnego uderzył niecelnie. Cztery minut później jego próbę skopiował Kałka. Już w doliczonym czasie gry przyjezdni wyprowadzili groźną kontrę, w finale której szybszy od Wojtkowa okazał się jednak Zalwert. Tym samym spotkanie ostatecznie zakończyło się jednobramkową porażką NKS-u.

Serię pięciu meczów bez porażki namysłowskiego Startu przerwała w Namysłowie wizyta wicelidera rozgrywek. Goście, który dominowali w pierwszej połowie spotkania, zdobyli wówczas bramkę. Gol ten okazał się trafieniem na wagę zwycięstwa. Druga połowa pokazała jednak, że przy dużej dozie szczęścia, czerwono-czarni wcale tego spotkania przegrać nie musieli. Wystarczyło skonstruować jedną akcję sfinalizowaną celnym uderzeniem, aby po raz kolejny móc cieszyć się przedłużenia passy spotkań bez porażki. Mówi się o tym łatwo, o wiele trudniej jest jednak z realizacją takiego planu. Trudno liczyć, że tylko szczęściu będziemy zawdzięczać nasze mecze bez porażki.
Defensywa Pniówka nie pozwoliła nam na zbyt wiele. Właściwie nie stworzyliśmy sobie żadnej stuprocentowej okazji. Trudno taką bowiem nazwać strzał P.Pabiniaka zza pola karnego w 76' czy też próbę Samborskiego z 37'. Z kolei przyjezdni, oprócz zwycięskiego trafienia, mieli jeszcze co najmniej dwie "setki" (Tkocz w 52' i Szczyrba w 74'). Ciężko więc twierdzić, że końcowy wynik jest niesprawiedliwy. Kwestią do dyskusji pozostaje czy tego meczu nie byliśmy w stanie rzeczywiście zremisować? Na to pytanie każdy z obserwujących niedzielny mecz ma już jednak swoją odpowiedź. [MW]

PS. Na zakończenie warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie. Przyjazd czołowej ekipy rozgrywek do Namysłowa ściągnął na obiekt przy Pułaskiego raptem 110 osób. Z łatwością więc mogliśmy usłyszeć, co zawodnicy krzyczą do siebie na boisku. Pytanie tylko, czy akurat przy takiej atmosferze powinny odbywać się mecze III ligi śląsko-opolskiej w ponad 16-tysięcznym mieście? Tego popołudnia najgłośniej na namysłowskim stadionie było, gdy w okolicach naszego obiektu przejeżdżał samochód... ogłaszający przez megafon o występie cyrku w naszym mieście. Fakt ten zaś służy za najlepszy komentarz obecnej, frekwencyjnej mizerii na domowych meczach czerwono-czarnych.

 
 * KLUB
    O klubie
    Stadion
    Sukcesy
    Historia
 * SENIORZY
    Kadra
    Tabela
    Wyniki
    Statystyka
 * JUNIORZY MŁODSI
 * SKLEP