|
|


Jaworzno, dn. 22.10.2011 r. (sobota) - godz. 15:00
12. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
SZCZAKOWIANKA JAWORZNO - NKS START NAMYSŁÓW 1-1 (0-0)
0-1 Samborski 63' (asysta P.Pabiniak) 1-1 Kondzielnik 75'
SZCZAKOWIANKA: Jeziorek - Bizoń [k], Dębowski, Stankiewicz, Małkowski, Biskup, Zioło (55.Sierczyński), Dylowicz (68.Kantek), Jędrzejczyk, Kondzielnik (79.Chojnowski), Kmiecik.
Rezerwowi: Wojtków, Radosz.
Trener: Andrzej SERMAK (oficjalnie zespół prowadzi Sebastian PALUCH). Stroje: niebieskie koszulki - niebieskie spodenki - żółte getry.
NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maryniak - Bonar (90+4.Biliński), Wilczyński, Szpak, Samborski (81.Błach), P.Pabiniak - Ciąglewicz (89.Biczysko).
Rezerwowi: Smoleń, Ł.Pabiniak, Bojarzyński. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czerwone koszulki - czarne spodenki - czerwone getry.
Sędziowali: Waldemar Wysocki (jako główny) oraz Piotr Wysocki i Andrzej Treliński (wszyscy KS Opole).
Żółte karki: Sierczyński (55., 59.), Chojnowski (90.) - Maryniak (31.), Szpak (51.), Zalwert (61.), Stasiowski (62.), Janik (64.), Bonar (87.), Błach (90+4.).
Czerwona kartka: Sierczyński (59., za dwie żółte).
Widzów: 500.
Mecz trwał: 96 minut (46+50).
Daleka wyprawa do Jaworzna dla czerwono-czarnych zapowiadała się na ciężką. Nie chodziło jednak o sporą odległość (ok. 170 km), ale skalę trudności przeciwnika. Choć Szczakowianka, podobnie jak Start, jest III-ligowym beniaminkiem, to potencjał obu zespół wskazać należy na skrajnych biegunach piłkarskich. Dlatego trudno było dziwić się kibicom gospodarzy, że przed spotkaniem licytowali się w ilości goli, które ich pupile zaaplikują namysłowianom. Ostatecznie okazało się, że skończyło się tylko na licytacji. Nasi zawodnicy pokazali się z dobrej strony, wywalczyli zasłużony remis i w podróż powrotną udali się w naprawdę dobrych nastrojach.
Mecz rozpoczęli namysłowianie. Szybko stracili jednak piłkę. Miejscowi momentalnie podeszli z futbolówką pod linię końcową, lecz tam ją stracili. Czerwono-czarni odpowiedzieli w 3'. Wówczas (z głębi pola) Maryniak dojrzał wychodzącego na pozycję Samborskiego, sprytnie zagrywając mu "skórę". Rafał ruszył z nią, jednak niepotrzebnie zwolnił na 16-tym metrze, podając jeszcze do Bonara. Jaworzniccy obrońcy zdołali bowiem wyjaśnić zagrożenie. W 5' miejscowi "przegrali" piłkę po obwodzie, gdzie w finalnym momencie Małkowski zacentrował w okolice naszego pola bramkowego. Namysłowscy defensorzy zorientowali się jednak w zamiarach przeciwników (piłka adresowana była do wysokiego Kmiecika) i wybili "kulę" na korner. W 7' namysłowianie ponownie pokusili się o ciekawy wypad. Tym razem Samborski wypuścił w bój młodego Ciąglewicza, który ostatecznie przegrał pojedynek biegowy z doświadczonym Bizoniem (23 metr).
Od początku zarysowała się lekka przewaga Szczakowianki. Miejscowi częściej znajdowali się przy piłce, jednak ich ataki bocznymi sektorami boiska (szczególnie prawą stroną) skutecznie kasowali namysłowscy defensorzy.
W 13' jaworznicka publiczność nagrodziła swoich zawodników brawami. Stankiewicz wrzucił piłkę na 8. metr, choć adresat, którym był Kmiecik, ostatecznie jej nie sięgnął. Po tej akcji widać jednak było, że biało-czerwoni mają wypracowany schemat, dotyczący wykorzystania pod bramką syna legendarnego Kazimierza. Naprawdę gorąco pod jedną z bramek po raz pierwszy zrobiło się w 17'. Wtedy to na linii pola karnego do piłki zgranej głową przez Kmiecika doszedł Kondzielnik (wszedł między dwóch naszych stoperów), a już upadając, zdołał jeszcze oddać kąśliwy strzał na bramkę. Wydawało się, że cięty lob wpadnie za kołnierz Stasiowskiemu, ten jednak zorientował się w zamiarach rywala i wyciągając się, w ostatniej chwili kapitalnie zdołał przerzucić piłkę poza bramkę. Dwie minuty później oglądaliśmy ładną, trójkową "klepkę" Szczakowianki. Kondzielnik podał do Kmiecika, ten natychmiast oddał "skórę" Biskupowi, a ostatni z wymienionych z linii szesnastki huknął nad poprzeczką. Trzeba przyznać, że gospodarze złapali w tym okresie spory wiatr w żagle. Nie zagrażali bezpośrednio namysłowskiej bramce, niemniej regularnie nękali naszą defensywę oskrzydlającymi atakami. Efektem wymiernym takiej gry były jednak seryjnie bite kornery, z których jednak niewiele wynikało. Czerwono-czarni pierwszy rzut rożny wykonywali w 27'. I o mało nie zdobyli bramki! Centra Szpaka trafiła do Bonara, a ten dograł futbolówkę znajdującemu się na 5-tym metrze Ciąglewiczowi. Odwrócony i mocno naciskany Przemek zdołał oddać strzał, choć piłka ostatecznie przeszła obok bramki. Chwilę później (30') czerwono-czarni znów poważnie zaniepokoili gospodarzy. Tym razem daleki wykop Stasiowskiego trafił do Ciąglewicza, który świetnie wypuścił Samborskiego. "Sambor" znalazł się z piłką na 20-tym metrze. Uderzył "po długim słupku", ale piłka o metr minęła bramkę interweniującego Jeziorka. Gdyby uderzenie Rafała było precyzyjniejsze, to pewnie uciszyłby na chwilę żywiołową publikę na stadionie.
W 33' Kondzielnik poszukał Kmiecika, a mocny strzał tego ostatniego w porę zablokował Janik i futbolówka poszybowała poza linię końcową. Po rogu piłkę w kierunku bramki posłał Dębowski, a Stasiowski, z kłopotami (na raty) "skórę" opanował. Dobrze, że w pobliżu toczącej się piłki nie znalazł się żaden z rywali, bo mogło być dla nas nieprzyjemnie. Szczakowiance próbowaliśmy się odgryźć w 35'. Znów dobrym wykopem popisał się Stasiowski. "Kulę" z pierwszej piłki odegrał do Ciąglewicza P.Pabiniak. Nasz młodzieżowiec nie zdołał się jednak przepchnąć z mocniejszym fizycznie obrońcą.
Częściej operujący piłką miejscowi mogli pokusić się o gola w 38'. Wtedy to z sytuacyjnej piłki skorzystał Biskup, od razu ją uderzając. Na szczęście futbolówka ugrzęzła w gąszczu nóg namysłowian i po wytraceniu impetu (oraz zmianie kierunku) przechwycił ją nasz golkiper. W 40' P.Pabiniak znalazł się na przedpolu Szczakowianki. Patryk "holował" piłkę wzdłuż linii pola karnego, próbując znaleźć lukę do strzału. Nawet dwukrotnie podjął próbę zaskoczenia Jeziorka, ale za każdym razem był skutecznie blokowany.
Ostatnią ciekawą sytuację przed przerwą oglądaliśmy w wykonaniu jaworznian. W 44' "skórę" spod linii autowej (45 metrów) mocno dośrodkował Zioło. Ta wysokim łukiem zmierzała w światło namysłowskiej świątyni, ale Stasiowski do końca spokojnie analizował jej lot i pochwycił już na linii bramkowej.
Po pierwszych 45 minutach, mimo częstego posiadania piłki przez Szczakowiankę, mogliśmy być zadowoleni. Namysłowianie zaskoczyli rywali dobrą organizacją na boisku. Umiejętnie zawężali pole gry, do minimum ograniczając ataki miejscowych środkową strefą. Dlatego też faworyt, jeśli już stwarzał zagrożenie, to przede wszystkim atakami z obu flanek. Celował w tym niezwykle aktywny Jędrzejczyk, który wyróżniał się w prawym sektorze boiska, przy okazji seryjnie wykonując kornery. Tych bowiem Szczakowianka wykonała przed przerwą kilkanaście. Czerwono-czarni mieli świadomość, że nie mogą zagrać otwartej piłki ze zdecydowanie silniejszym rywalem. Dlatego obrali taktykę zagęszczenia własnego przedpola oraz prób wyprowadzania kontrataków, która do przerwy zdawała egzamin.
Po zmianie stron gracze z Jaworzna znów zaatakowali jako pierwsi. W 49' Dylowicz wrzucił piłkę w szesnastkę, ale główka adresata podania (Małkowskiego) była nieprecyzyjna. W 55' gospodarze dokonali zmiany. Sierczyński wbiegł na boisko, nim opuścił je Zioło, więc arbiter ukarał jego pośpiech żółtym kartonikiem. Widać, że decyzja wyzwoliła w piłkarzu sportową złość, bowiem w ciągu kilku minut rozruszał lekko zamulonych kolegów. W 56' niezmordowany Jędrzejczyk dobrze dorzucił piłkę w okolice namysłowskiego pola bramkowego, jednak czujny Kozan uprzedził jednego z atakujących i odbił piłkę na korner. Za chwilę, po kolejnym rzucie rożnym i powstałym zamieszaniu, z linii szesnastki uderzył po ziemi Kondzielnik. Zamarliśmy przez chwilę, ale piłka ostatecznie minimalnie ominęła słupek bramki Stasiowskiego. Napór gospodarzy rósł, bo w ciągu kolejnych kilkudziesięciu sekund biało-czerwoni wznawiali grę z narożnika boiska aż 4-krotnie! Po jednym z nich (59') piłkę na linii szesnastki otrzymał Sierczyński. Zwodem minął Maryniaka, ale tracąc już równowagę i upadając, zdołał jeszcze strzelić na bramkę (14-ty metr). Jakież było zdziwienie, a raczej oburzenie kibiców, gdy zawodnik zobaczył żółty kartonik za... rzekome wymuszenie rzutu karnego. Piszemy rzekome, bowiem ukarany piłkarz w ogóle takich zamiarów nie sugerował. A że był to jego drugi kartonik, Pan Wysocki z Opola pokazał mu kartkę czerwoną! W ten sposób Sierczyński zakończył spotkanie po ledwie 4-minutowym pobycie na murawie. Bądźmy obiektywni, był to poważny błąd arbitra, który prawdopodobnie szybko go zrozumiał i... zaczęła się spora nerwowość na boisku. Nie wiemy w istocie, co myślał w tym momencie sędzia, niemniej odnieśliśmy wrażenie, że kolejnymi decyzjami próbował zrehabilitować się za swoją kartkową wpadkę z Sierczyńskim. Szkoda, że mocno odbiło się to na namysłowianach. Dość powiedzieć, że w ciągu 3 następnych minut (61'-64') nasi zawodnicy zobaczyli 3 żółte ostrzeżenia (Zalwert, Stasiowski i Janik) i żadne z nich nie miało racjonalnego uzasadnienia! Poza tym wymowny jest też fakt, że czerwono-czarni łącznie zarobili aż 7 "żółtek", z czego najwyżej 3 możemy uwzględnić, jako słuszne.
Zamieszanie szybko wykorzystali namysłowianie, którzy w 63' objęli prowadzenie! Daleki wykop Stasiowskiego zgrał głową P.Pabiniak, a futbolówka trafiła prosto pod nogi wybiegającego na pozycję Samborskiego. Mimo asekuracji defensora, "Sambor" z narożnika pola karnego zdecydował się na półgórny strzał "po długim słupku". I wyszedł mu on idealnie, bowiem piłka zatrzymała się na bocznej siatce (tuż przy słupku bramki) bezradnego Jeziorka!
Odpowiedzią rywali był mocny, choć niecelny strzał Kmiecika z linii 16-tu metrów. Niedługo potem (69') Jędrzejczyk otrzymał dobre, crossowe podanie na 10-ty metr (przy lewym słupku bramki Stasiowskiego). Źle jednak złożył się do strzału i zagrożenie minęło.
W 71' czerwono-czarni mogli podwyższyć prowadzenie i wtedy szanse na korzystny wynik Szczakowianki zostałyby pewnie zredukowane do minimum. Namysłowianie otrzymali rzut wolny przy prawej linii autowej, 20 metrów od linii końcowej. Do "skóry" podszedł Maryniak i fenomenalnie uderzył (a' la Obraniak przy golu w meczu Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej z 2010 roku), lecz Jeziorek końcami palców zdołał sparować ją na słupek. Piłka odbiła się jeszcze od wewnętrznej części słupka i wracała wzdłuż pustej już bramki. Wystartował do niej Janik z jednym z jaworznickich stoperów. Właściwie należało tylko dołożyć nogę. Wiktor uczynił to jednak ułamek sekundy za późno i minął się z futbolówką na trzecim metrze! Wielka szkoda, bo w tym momencie postawilibyśmy gospodarzy pod ścianą. Za moment kiepsko odgryźli się jaworznianie, gdyż strzał z 20 metrów rezerwowego Kantka poszybował wysoko w chmury. Niestety, w następnej akcji (75') Szczakowianka doprowadziła do wyrównania. Futbolówkę wymienili ze sobą Kondzielnik z Kmiecikiem, po czym ten pierwszy, z kozłującej między nogami naszych zawodników piłki (okolice 15 metra), skwapliwie skorzystał. Uderzył efektownie i skutecznie na bramkę Stasiowskiego i namysłowski bramkarz miał niewiele do powiedzenia. Prawdę mówiąc, byłemu graczowi Górnika Zabrze wyszedł naprawdę piękny strzał. Cztery minuty później podopieczni Bogdana Kowalczyka ponownie mogli pokarać rywala. W narożniku boiska futbolówkę wywalczył Samborski, po czym zagrał ją wzdłuż linii do Ciąglewicza. Przemek sprytnie zastawił piłkę ciałem na 5-tym metrze, i odwrócony od bramki, wystawił ją nadbiegającemu P.Pabiniakowi. Patryk z 13 metrów uderzył po ziemi, lecz "kula" 2 metry minęła długi słupek bramki Szczakowianki.
Między 75', a 85' gospodarze przeprowadzali falowe ataki namysłowskiego przedpola, a schowany za podwójną gardę Start próbował odgryzać się kontratakami. W 88' było pod naszą bramką bardzo gorąco. Z prawego narożnika pola karnego rzut wolny wykonywał Dębowski. Uderzył w długi róg bramki Stasiowskiego, który ruszył za piłką. Nagle jednak jak spod ziemi wyrósł przed nim Jędrzejczyk i głową podbił opadającą "skórę". Na szczęście dla nas, piłka poszybowała nad poprzeczką i z trybun usłyszeć można było tylko jęk zawodu.
W czwartej minucie przedłużonego czasu gry mieliśmy małą szarpaninę pod bramką gospodarzy. Atakującego piłkę Błacha uprzedził Jeziorek, jednak nasz młodzieżowiec nie zdołał się zatrzymać i staranował jaworznickiego golkipera. Momentalnie doskoczyło do niego dwóch piłkarzy, a widząc to, "na ratunek" Kamilowi ruszyli też namysłowianie. Sytuację wyjaśnił arbiter, pokazując naszemu zawodnikowi żółtą kartkę. Chwilę później Pan Waldemar Wysocki zagwizdał po raz ostatni.
Drugie 45 minut było żywsze, a dodatkowej pikanterii dodał zawodom... arbiter. Szkoda tylko, że mówimy o negatywnym wydźwięku ów ostrego smaku. Decyzja, którą podjął w 59', niesłusznie wyrzucając z boiska Sierczyńskiego, spowodowała zupełnie niepotrzebną nerwowość na boisku, ale przede wszystkim wzburzenie na trybunach. W tej fazie gry nadal optyczną przewagę posiadali miejscowi, po raz kolejny wykonując kilkanaście (!) kornerów. Ale ich próby zaskoczenia Stasiowskiego długi czas spełzały na niczym. Dodatkowo na prowadzenie wyszli czerwono-czarni. Może i dla większości obserwatorów niespodziewanie. Na pewno jednak rozsądną grą nasi chłopcy zasłużyli na gola. Sztuką bowiem jest zneutralizować wyraźnie większy potencjał jednego z kandydatów do ligowego pudła. A to się namysłowianom udało za sprawą wielkiego serca i ofiarności, które włożyli w grę, ale też żelaznej konsekwencji w realizacji nakreślonej przez trenera taktyki (na boisku przypominaliśmy boksera schowanego za gardę i czyhającego na dogodną okazję do skutecznej kontry). I za to należą się chłopakom naprawdę wielkie słowa uznania! Przebieg spotkania, a przede wszystkim końcowy wynik, dla sympatyków Szczakowianki musiał być dużym rozczarowaniem, wszak obie ekipy podzieliły się punktami. Publikę mocno zbulwersowała wspomniana już postawa arbitra zawodów, Pana Waldemara Wysockiego z Opola, który ze swej roli dobrze wywiązywał się do 59 minuty. Później miały miejsce opisywane wyżej wydarzenia, po których arbiter (po ostatnim gwizdku) schodził z murawy w szczelnej obstawie służb porządkowych.
Zdobyty przez Szczakowiankę punkt przyjęty został przez ich kibiców ze sporym rozczarowaniem. Biorąc pod uwagę pomeczowe komentarze kibiców, mogłoby się wydawać, że namysłowianie na boisku nie istnieli i cudem wywalczyli remis. Tymczasem powtarzamy: cenne "oczko" wywalczyli niezwykłą walecznością i hartem ducha. Owszem, przewagę w polu posiadali miejscowi, jednak czerwono-czarni do bólu skutecznie i z podziwu godną konsekwencją neutralizowali poczynania ofensywne Szczakowianki. Gdyby naszej ekipie dopisało więcej szczęścia, to z Jaworzna wyjeżdżalibyśmy z punktowym kompletem! Nie narzekajmy jednak, remis w "jaskini lwa" też jest bardzo cenny. Do pomeczowego komentarza sobotniego spotkania jak ulał pasuje powiedzenie, że punkt... widzenia zależy od punktu siedzenia. To a propos wywalczonego - przez każdą z drużyn - "oczka". [KK]



|
|