* AKTUALNOŚCI
 


Namysłów, dn. 15.10.2011 r. (sobota) - godz. 15:30
11. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)

NKS START NAMYSŁÓW - TOR DOBRZEŃ WIELKI 1-1 (0-1)

0-1 Sieńczewski 30'
1-1 P.Pabiniak 49' (asysta Samborski)

NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski - Wilczyński, Szpak, Bonar, Samborski (87.Maryniak) - Bojarzyński (46.Ciąglewicz), P.Pabiniak (90+1.Piwowarczyk).
Rezerwowi: Smoleń, Biczysko, Ł..Pabiniak, Biliński.
Trener: Bogdan KOWALCZYK.
Stroje: czarne (z czerwonymi wypustkami).

TOR: Balsewicz - Wiszowaty, Rychlik [k], Malik, Błoński, Szułkowski (78.Rupental), Nowacki, Tracz, Flis (86.Malec), Kotula, Sieńczewski.
Rezerwowi: Kuchta, Sadowski, Wolański, Owsiak, Bojanowski.
Trener: Sławomir SIEŃCZEWSKI.
Stroje: niebieskie.

Sędziowali: Wojciech Włodarczyk (jako główny) oraz Piotr Wysocki i Wiktor Włodarczyk (wszyscy KS Opole).

Żółte kartki: Maciejewski (8.) - Błoński (57.), Rupental (81.), Kotula (88.).

Widzów: 80.

Mecz trwał: 96 minut (48+48).

Już kilka dni przed spotkaniem z TOR-em wiadomym było, że tylko zwycięstwo zwiększało szanse namysłowskiego Startu, aby jeszcze w rundzie jesiennej "złapać kontakt" z zespołami znajdującymi się w tzw. "strefie bezpiecznej". Wydawało się, że determinacja namysłowian będzie w sobotę wielka, wszak od trzech meczów nie zaznali porażki, a mimo to nadal nie poczuli (w obecnym sezonie) smaku zwycięstwa. Zdecydowana większość kibiców zdawała sobie sprawę, że czerwono-czarnych czeka z TOR-em ciężka przeprawa. Zresztą potwierdzała to dotychczasowa historia gier Startu z dobrzenianami, gdzie niemal zawsze dochodziło do zaciętych meczów. Podopieczni trenera Kowalczyka mieli świadomość wagi spotkania. Fani z Namysłowa kalkulowali, że skoro Start ma już wygrywać, to przede wszystkim z zespołami o podobnym potencjale. Ale dokładnie to samo (zasadne) nastawienie mieli przed zawodami kibice gości. Nasz zespół chciał wreszcie wygrać, z kolei TOR zamierzał przerwać bessę 5-ciu porażek z rzędu.

Już na początku spotkania można było zauważyć, że obie ekipy mają do siebie respekt. Trudno się jednak temu dziwić, wszak znają się jak "łyse konie". Walczące jedenastki trzymały dyscyplinę taktyczną, z rzadka decydując się na odważniejsze ataki. Zawodnicy czyhali raczej na błąd rywala, który mogliby ewentualnie wykorzystać. Pierwszą dobrą, dynamiczną akcję, obejrzeliśmy po kwadransie gry. W 15' Wilczyński wymienił piłkę z jednym ze swoich kolegów, wbiegł dynamicznie w pole karne, po czym idealnie wyłożył piłkę wzdłuż trzeciego metra, do nadbiegającego Samborskiego. Ta minęła golkipera gości, a Rafałowi pozostało tylko skierować futbolówkę z 3 metrów do pustej bramki. Tymczasem nieuchronna radość kibiców z gola, przerodziła się w jęk irytacji, gdyż "Sambor", w sobie tylko wiadomy sposób, przestrzelił! Lepszą okazję trudno sobie wymarzyć. Prawda jest w tym momencie brutalna - takich "patelni" nie mogą marnować nawet trampkarze.
Kolejną ciekawą sytuację odnotowaliśmy w 26'. Tym razem Stasiowski, mając piłkę przy nodze, wybił ją prosto pod nogi Sieńczewskiego. Grający trener gości umiejętnie przyjął "skórę", po czym momentalnie uderzył z 25 metrów. Dopisało nam jednak szczęście, bowiem futbolówka ostatecznie ostemplowała namysłowską poprzeczkę i zagrożenie zniknęło. Niemniej przez fatalny błąd bramkarza mogliśmy stracić bramkę. Co gorsza, czerwono-czarni nie wyciągnęli wniosków z tego ostrzeżenia i w 30' stracili gola. Na wysokości 30-tego metra połowy przeciwnika aut wykonywali namysłowianie. Bojarzyński wyrzucił piłkę do Maciejewskiego, który nie zdążył się do jej przyjęcia przygotować. W efekcie stracił piłkę na rzecz jednego z rywali, który momentalnie podał ją do atakującego Sieńczewskiego. Ten na środku boiska umiejętnie "przepchnął się" ze Szpakiem i popędził w kierunku bramki Startu. Szkoleniowiec TOR-u przebiegł z piłką przez całą połowę, po czym już z 17-tu metrów oddał sprytny strzał "po długim rogu", po którym Stasiowski był bezradny. Tym sposobem Start, zamiast prowadzić po kwadransie 1-0, po półgodzinie gry w takim stosunku przegrywał. Po raz drugi z rzędu nasi chłopcy musieli więc gonić wynik (tydzień wcześniej osiągnęli remis 1-1 w Leśnicy, wcześniej przegrywając 0-1 - przyp. aut.). Co gorsza, od tego momentu gra Startowi niespecjalnie się układała. Mnożące się, choć niewymuszone błędy namysłowian, umożliwiały TOR-owi wyprowadzanie groźnych akcji. Po jednym z nich (37') rywale egzekwowali rzut wolny z 18 metrów. Do piłki podszedł Marek Tracz, specjalista od tego typu fragmentów gry. Uderzył piłkę nad murem, a ta - ku naszemu wielkiemu oddechowi ulgi - trafiła w górną część słupka, tuż przy spojeniu z poprzeczką. Przegrywając 0-1 byliśmy w niekorzystnym położeniu, gdyby jednak Tracz trafił do siatki, to nasza sytuacja stałaby się dramatyczna.
Już do końca I połowy na boisku dominowała walka, ale żadnemu z zespołów nie udało się stworzyć większego zagrożenia. Szkoda, że Start zaprzepaścił znakomitą okazję, aby otworzyć wynik zawodów, bo prawdopodobnie przebieg meczu byłby wtedy inny. Tymczasem sprawdziło się stare piłkarskie porzekadło o mszczeniu się niewykorzystanych okazji.

Na drugie 45 minut zespół wyszedł przy personalnej korekcie. W miejsce Janka Bojarzyńskiego trener Kowalczyk wprowadził Przemka Ciąglewicza. Młody zmiennik odegrał zresztą bardzo istotną rolę przy pierwszej, skutecznej akcji ofensywnej NKS-u. W 49' mieliśmy już remis. Przemek otrzymał długą piłkę z naszego przedpola i pod bramką rywali sprytnie wygrał walkę o pozycję z atakującym go defensorem. Tym samym umożliwił przyjęcie piłki Samborskiemu, który prostopadłym podaniem obsłużył P.Pabiniaka. Patryk ruszył dynamicznie w kierunku piłki, po czym mocnym strzałem "przy krótkim słupku" pokonał Balsewicza.
Jak się jednak później okazało, w sobotę stać było namysłowian tylko na tego jednego gola. Prawda jest bowiem taka, że już do końca spotkania lepsze wrażenie sprawiali piłkarze z Dobrzenia Wielkiego. Rywale pierwszą po przerwie, aczkolwiek znakomitą okazję, stworzyli sobie w 58'. Niestety, znów po namysłowskich błędach. Po złym rozegraniu rzutu wolnego na połowie TOR-u, TOR przeprowadził szybką kontrę, po której rozgrywający znakomity mecz Sieńczewski pociągnął prawym skrzydłem, a następnie wycofał w szesnastkę do nadbiegającego Kotuli. Ten strzelił "po krótkim słupku", a od straty gola uchronił nas świetny refleks Stasiowskiego, który szczęśliwie zdołał odbić piłkę nogą.
W 63' namysłowski Start przeprowadził ostatni z ataków, który uznać można za groźny. Otrzymawszy piłkę w prawym narożniku szesnastki, Samborski mocno strzelił. Piłka zmierzała w okienko bramki Balsewicza, którą ten z dużymi kłopotami zdołał odbić na korner.
69', to kolejna groźna akcja TOR-u. Tym razem dośrodkowanie z lewej flanki przeszło wzdłuż bramki. Akcję zamykał jednak Sieńczewski, który z ostrego kąta, będąc przed bramkarzem, ostatecznie nie zdołał trafić do siatki. Po kilkudziesięciu kolejnych sekundach aktywny Sieńczewski ponownie dał o sobie znać. Wypracował przewagę w prawym sektorze boiska, po czym odegrał do Flisa, w okolice narożnika szesnastki. Flis momentalnie zdecydował się na wrzutkę (po prawdzie wyszedł z tego strzał), która sprawiła ogromne kłopoty Stasiowskiemu. Namysłowski bramkarz wykazał się jednak sporym kunsztem, ostatecznie ratując się wybiciem piłki na korner.
W ostatnich 20 minutach meczu nie oglądaliśmy już klarownych okazji, po których jedna z ekip zadałaby drugiej decydujący cios. Znów oglądaliśmy sporo boiskowej walki, ale bez konkretnego przełożenia na podbramkowe zagrożenie. Namysłowianie ustrzegali się już niepotrzebnych błędów, których sporo popełnili w opisywanym przed chwilą kwadransie (56'- 70'). To pozwalało ze względnym spokojem oczekiwać końcowego gwizdka. Mimo wszystko "piłka meczowa" należała do graczy gości. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Sieńczewski (bezwzględnie najlepszy gracz sobotniego popołudnia) pociągnął prawym skrzydłem, umiejętnie mijając próbującego zatrzymać go Janika. W decydującej fazie akcji dojrzał znajdującego się na 15-tym metrze Tracza i zagrał mu "skórę". Tracz przyjął piłkę przed bramką, po czym posłał plasowany strzał w kierunku długiego słupka. "Stachu" ponownie pokazał jednak duże umiejętności, świetną interwencją zagradzając piłce drogę do siatki. Chwilę później Pan Wojciech Włodarczyk z Opola przeciągle gwizdnął po raz ostatni.

Po 90 minutach gry obie jedenastki musiał pogodzić remis. Remis, z którego tak naprawdę ani gospodarze, a też goście nie są zadowoleni. Podział punktów, choć mało satysfakcjonujący, musimy przyjąć z pokorą i zadowoleniem. Z perspektywy trybun odnieśliśmy bowiem wrażenie, że w sobotę nasi chłopcy nie byli w stanie wycisnąć ze swej gry nic więcej. Z pewnością więcej powodów do narzekań mają w tym momencie dobrzenianie, bo to oni zaprzepaścili kilka bardzo dobrych sytuacji. Nie lubimy gdybać, niemniej zastanawiamy się, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby w 15' Rafał Samborski nie zmarnował wymarzonej okazji. Tak czy inaczej, do dotychczasowego bilansu dopisujemy kolejny punkt. W tej chwili mamy ich na koncie 5, przy okazji mogąc cieszyć się z czwartego spotkania z rzędu bez porażki. Pamiętajmy jednak, że ciułanie zdobyczy punktowych, to za mało. Wspomnianym remisem nie zdołaliśmy w sposób wyraźny podgonić wyprzedzających nas zespołów, które znajdują się bezpośrednio "nad kreską". Kto wie, może pełne powody do radości będziemy mieć w najbliższą sobotę? Owszem, wiemy doskonale, że czeka nas niezwykle trudny pojedynek w Jaworznie ze Szczakowianką. Nie mamy jednak nic do stracenia, dlatego też grający do niedawna w ekstraklasie rywale nie mogą być pewni swego już przed spotkaniem. [G, KK]

 
 * KLUB
    O klubie
    Stadion
    Sukcesy
    Historia
 * SENIORZY
    Kadra
    Tabela
    Wyniki
    Statystyka
 * JUNIORZY MŁODSI
 * SKLEP