|
|


Leśnica, 08.10.2011 r. (sobota) - godz. 15:30
10. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
LZS LEŚNICA - NKS START NAMYSŁÓW 1-1 (1-0)
1-0 M.Dyczek 6' głową
1-1 P.Pabiniak 73' (asysta Szpak)
LEŚNICA: Banach - Kierdal, Gad (88.Murlowski), Krzysztoporski, M.Dyczek, Sotor, Rabiej (69.Szyndzielorz), Gwiaździński [k2], Chojnowski [k1] (61.Sopel), Janczarek, Dudek.
Rezerwowi: Kasprzik, Rams, Wróbel, Przybyła. Trener (grający): Stanisław WRÓBEL. Stroje: granatowe.
NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski - Bonar (78.M.Raszewski), Szpak, Wilczyński, Bojarzyński, Piwowarczyk (46.Samborski) - P.Pabiniak.
Rezerwowi: Paszkowski, Maryniak. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czerwone koszulki - czarne spodenki - czerwone getry.
Sędziowali: Sławomir Smaczny (jako główny) oraz Zenon Chudy i Jakub Kołodziejczyk (wszyscy KS Bytom).
Żółte kartki: Sotor (38.), Dudek (55.), Krzysztoporski (73.) - Zalwert (35.), Bonar (59.).
Widzów: 110.
Mecz trwał: 95 minut (47+48).
Już przed spotkaniem wiadomym było, że zdecydowanym faworytem do zwycięstwa, w meczu LZS Leśnica - Start Namysłów, są gospodarze. Jadąc jednak na południe Opolszczyzny, namysłowianie wcale nie byli zrażeni tym faktem. Mając na względzie dwa poprzednie mecze, gdy nie dali się ograć, w sobotę nasi piłkarze liczyli na (co najmniej) podtrzymanie tej serii.
Przegrane losowanie stron boiska spowodowało, że czerwono-czarni za rywali mieli nie tylko jedną z najsilniejszych ekip naszego regionu, ale również... wiatr, który w pierwszej odsłonie był sprzymierzeńcem LZS-u. Uwidoczniło się to zresztą od pierwszych minut zawodów, kiedy to miejscowi z polotem zaatakowali bramkę strzeżoną przez Stasiowskiego. Efektem - między 3, a 4 minutą - była seria 3 egzekwowanych przez LZS kornerów. Co ważne, żaden z nich nie przyniósł smutnych konsekwencji. Napór podopiecznych trenera Wróbla nie słabł, stąd jego piłkarze jeszcze dwukrotnie dośrodkowywali piłkę z narożnika boiska. Z tą jednak różnicą, że ostatni z nich zakończył się zdobyciem bramki. Z prawej strony boiska precyzyjnie na 5-ty metr zacentrował Janczarek. Tam najwyżej do piłki wyskoczył M.Dyczek i pewną główką skierował "skórę" do siatki. Radość (i rozluźnienie) gospodarzy po objęciu prowadzenia, niemal natychmiast mógł wykorzystać Start. Dosłownie kilkadziesiąt sekund później na prawym skrzydle piłkę otrzymał Szpak, od razu posyłając ją na linię pola karnego. Do futbolówki najszybciej doskoczył Piwowarczyk, zbijając ją głową do niepilnowanego P.Pabiniaka. Patryk przyjął piłkę, po czym uderzeniem wewnętrzną częścią stopy zdecydował się lobować bramkarza. Piłka nieuchronnie zmierzała do siatki, o czym przekonani też byli zawodnicy z ławki rezerwowych NKS-u. Tymczasem na linii bramkowej "wyrósł jak spod ziemi" jeden z leśnickich defensorów i w ostatniej chwili wybił "kulę" na korner. Była to świetna okazja do wyrównania strat, jednak zabrakło nam przysłowiowego szczęścia.
W 9' leśniczanie odpowiedzieli kąśliwym uderzeniem z 30 metrów, po którym ogromne kłopoty z zatrzymaniem piłki miał Stasiowski. Ostatecznie nasz doświadczony golkiper wyszedł z tej próby zwycięsko. Kolejną dobrą akcję gospodarze przeprowadzili w 15'. Piłka z prawej flanki trafiła na środek do Dudka, który mimo naciskającego go defensora Startu, przyjął ją i uderzył półwolejem z 16-tu metrów. Na szczęście ta o centymetry minęła słupek namysłowskiej bramki. W 23' błąd Kozana mógł kosztować nas utratę drugiej bramki. Mając futbolówkę przy nodze, nasz kapitan nie zorientował się, że za jego plecami czai się jeden z rywali. Na dużym luzie odgrywał więc piłkę do golkipera, tymczasem ta trafiła... prosto pod nogi Dudka. Będąc jednak "1 na 1" ze Stasiowskim, Dudek fatalnie uderzył zewnętrzną częścią stopy, w rzeczywistości... podając piłkę naszemu bramkarzowi w rękawice. Po kilkudziesięciu kolejnych sekundach "kulę" w lewym sektorze boiska otrzymał Janczarek, po czym dynamicznie zbiegł z nią do środka boiska, oddając mocny strzał z 20 metrów. Futbolówka po raz kolejny o centymetry minęła jeden z namysłowskich słupków. Z kolei w 28' gospodarze egzekwowali rzut wolny z 25 metrów. Tu jednak Janczarek (etatowy egzekutor stałych fragmentów gry) ponownie przestrzelił, tym razem posyłając "kulę" metr nad poprzeczką.
W 37' namysłowianie wyprowadzali atak lewą stroną boiska. Piłkę w nieodpowiedzialny sposób stracił jednak Wilczyński, podając ją na środku boiska pod nogi rywala. W efekcie miejscowi szybko przedostali się na nasze przedpole, gdzie w finalnym momencie jeden z rywali uderzył na naszą bramkę. Mieliśmy wówczas furę szczęścia, bowiem zmierzająca do siatki "skóra" odbiła się jeszcze od... pleców innego leśniczanina. Pod naszą bramką powstało spore zamieszanie, które ostatecznie skończyło się Happy Endem. Gospodarze mogli tylko żałować, że nie podwyższyli - choć powinni - prowadzenia.
Przed zejściem do szatni, już w przedłużonym czasie gry, zaatakowali czerwono-czarni. Po długim zagraniu futbolówki w szesnastkę LZS-u, jeden z defensorów wybił ją przed siebie. Ta trafiła pod nogi Bonara, który momentalnie uderzył w kierunku bramki Banacha. Tym razem to miejscowym dopisało szczęście, bo gdyby nie wystawiona noga jednego z obrońców (od której piłka jeszcze się odbiła) na przerwę schodzilibyśmy przy wyniku remisowym. Tymczasem po niegroźnym kornerze Startu, arbiter obie ekipy zaprosił do 15-minutowego odpoczynku.
Biorąc pod uwagę przebieg 45 minut, zdecydowanie groźniejszym zespołem byli gospodarze. Gracze LZS-u grali w sposób uporządkowany. Widać było, że operowanie piłką nie sprawiało im żadnych problemów. Nasi rywale prezentowali się lepiej pod kątem dynamicznym, oddali też zdecydowanie więcej strzałów na bramkę Stasiowskiego. Prawdę mówiąc prowadzenie 1-0 rywali było i tak... niezłym wynikiem dla namysłowian. Owszem w 8' P.Pabiniakowi zabrakło szczęścia, aby doprowadzić do remisu, jednak jedna dobra okazja, to i tak niewiele w porównaniu z ofensywnymi zapędami leśniczan. Przed przerwą ekipa Stanisława Wróbla swoją grą potwierdziła, że dysponuje naprawdę sporym, jak na opolskie warunki, potencjałem.
Na II połowę team Bogdana Kowalczyka wyszedł wyraźnie zmobilizowany. Nasi piłkarze zdawali sobie sprawę, że w tym momencie nie mają już nic do stracenia, więc warto pokusić się o bardziej zdecydowane ataki, które mogą przynieść wymierne korzyści. Potwierdziła to już pierwsza minuta po przerwie, gdy namysłowski zespół przeprowadził dynamiczną akcję lewą flanką, skąd P.Pabiniak wstrzelił futbolówkę w szesnastkę. Jeden z rywali w niekontrolowany sposób wybijał piłkę i mało brakło, aby zaliczył "samobója". Piłka potoczyła się jednak poza linię końcową i czerwono-czarni egzekwowali rzut rożny. Dla odmiany, w 48' na prawym skrzydle dał o sobie znać niezwykle aktywny Sotor. Zawodnik ten przy linii autowej najpierw łatwo uwolnił się spod opieki Wilczyńskiego, następnie "klepnął" piłkę na małej przestrzeni z kolegą, po czym dynamicznie pomknął w szesnastkę NKS-u. Nasi obrońcy nie zdołali go doścignąć, więc Sotor znalazł się w sytuacji "sam na sam" ze Stasiowskim. Jego strzał na bramkę był jednak fatalny, a piłka w bezpiecznej odległości minęła długi słupek naszej świątyni. Dwie minuty później Sotor znów wystąpił w roli głównej. Ponownie zaatakował prawą stroną boiska, a już spod linii końcowej dośrodkował "skórę" wzdłuż 3-go metra. Do piłki na krótkim słupku doszedł Dudek, ale jego uderzenie wytraciło impet na skutek zablokowania przez obrońcę. Stasiowskiemu nie pozostało nic innego, jak przechwycić futbolówkę i uspokoić sytuację. Kolejną dobrą okazję mogliśmy zobaczyć w 69'. Tym razem z lewej strony boiska piłka zacentrowana została na dalszy słupek. Tam wyskoczył do niej Sotor, sprytnym uderzeniem próbując przechytrzyć "Stacha". Nasz golkiper wyczuł jednak intencje strzelca i znakomitą paradą odbił piłkę poza linię końcową.
W 73' namysłowianie zupełnie zaskoczyli rywali, strzelając bramkę na 1-1! Nasi chłopcy wyprowadzili płynną akcję z własnego przedpola. Szpak prostopadłą piłką między dwóch obrońców, wypuścił wbiegającego P.Pabiniaka. Patryk przyjęciem "złamał" akcję do środka, po czym momentalnie strzelił. Na linii strzału ofiarnie interweniował jeszcze obrońca. Jednak na tyle niefortunnie, że podbił "kulę" nieco w górę, czym zmylił doskakującego do niej Banacha. W tym momencie mogliśmy się cieszyć z doprowadzenia do remisu. Dwie minuty później czerwono-czarni wykonywali rzut wolny z 17-tu metrów. Do stojącej piłki podeszli P.Pabiniak i Samborski. Ten pierwszy przeskoczył nad futbolówką, natomiast "Sambor" mocno uderzył. Szkoda tylko, że ta o pół metra minęła słupek świątyni LZS-u.
Nieco oszołomieni gospodarze chcieli jak najszybciej odzyskać prowadzenie. Pośpiech w grze (rywal w tym momencie już nie kalkulował) nie był jednak ich sprzymierzeńcem, namysłowianom natomiast stwarzał możliwość wyprowadzania groźnych kontrataków. I tak w 84' jedna z nich przyprawiła kibiców z Leśnicy o drżenie serca. Piłkę wymienili ze sobą Samborski z M.Raszewskim. Mariusz wypuścił "Sambora" prostopadłym podaniem, jednak Rafał - będąc w świetnej sytuacji na wysokości 16-tego metra - nieczysto uderzył piłkę i ta spokojnie potoczyła się obok bramki Banacha. Szkoda tej sytuacji, bo mogła dać nam sensacyjne prowadzenie.
Cztery minuty leśniczanie wykonywali rzut wolny z 30 metrów, z którego potężnie huknął Janczarek. Stasiowski znów jednak popisał się świetną paradą i wypchnął futbolówkę nad poprzeczkę. Po kornerze dopisało nam natomiast sporo szczęścia, gdyż po centrze Janczarka Sotor uprzedził Janika i uderzył na bramkę. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy futbolówka poszybowała minimalnie nad namysłowską świątynią.
W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry gracze Startu Namysłów mieli tzw. piłkę meczową. Wysoki pressing na ostatniego piłkarza Leśnicy spowodował przechwyt futbolówki i okazję "sam na sam" Wilczyńskiego z Banachem. Wielka szkoda, że w tej sytuacji Wojtek zachował się jak kiepski trampkarz. Przed strzałem mógł zapytać bramkarza, w który róg uderzyć. Tymczasem jego uderzenie zewnętrzną częścią stopy (11-ty metr) było na tyle niechlujne, że "skóra" potoczyła się obok słupka, poza linię końcową. Wspomniane zmarnowanie "setki", 30 sekund później mogło się na nas zemścić. W ostatniej akcji spotkania gospodarze wstrzelili piłkę w nasze pole karne. Piłka kilkukrotnie odbiła się w gąszczu nóg walczących zawodników, w efekcie trafiając do zawodnika LZS-u. Ten jednak w kapitalnej sytuacji... przestrzelił! Chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni.
Wynik sobotniego meczu na pewno jest zaskoczeniem. Większość ekspertów oraz kibiców śledzących rozgrywki III ligi śląsko-opolskiej zakładała przed grą, że w sposób zdecydowany swą wyższość wykażą leśniczanie. Tymczasem namysłowianie pokusili się o remis, który uznać należy za sporą niespodziankę. Możemy żałować sytuacji Wojtka Wilczyńskiego z ostatniej minuty zawodów, bo wtedy mówilibyśmy o prawdziwej sensacji. Z drugiej jednak strony pamiętać należy, że w przekroju 90 minut więcej szans na zwycięskiego gola stworzyli sobie piłkarze LZS-u. Czerwono-czarni zanotowali trzeci mecz z rzędu bez porażki, który i tak przyjęliśmy z dużą satysfakcją. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o trzecim remisie z rzędu, a jak doskonale wiemy, remisami utrzymać się w lidze nie da. Dlatego gratulując namysłowianom cennego punktu zdobytego w Leśnicy, z utęsknieniem czekamy na pierwsze zwycięstwo w sezonie 2011/12. [G, KK]



|
|