|
NKS START NAMYSŁÓW - PRZYSZŁOŚĆ ROGÓW 0-0 NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski - Bonar (89.Piwowarczyk), Szpak, Wilczyński (90+2.Błach), Ciąglewicz (83.Bojarzyński), Samborski (72.M.Raszewski) - P.Pabiniak. PRZYSZŁOŚĆ: Niedziela - Woniakowski, Kachel, Pucka, Marcinkowski, Cichecki (69.Sałek), Radosław Żbikowski (62.Benauer), Kolisz, Szkatuła (77.Wieczorek), Robert Żbikowski [k], Hanzel. Sędziowali: Arkadiusz Przystał (jako główny) oraz Artur Kulpa i Jarosław Klecza (wszyscy KS Nysa). Żółte kartki: Szpak (27.), Kozan (33.) - Marcinkowski (61.), Woniakowski (90+3.). Widzów: 150. Mecz trwał: 95 minut (47+48). W niedzielnym spotkaniu upatrywaliśmy kolejnej (której to już w bieżącym sezonie?), realnej szansy na odniesienie pierwszego zwycięstwa piłkarzy namysłowskiego Startu w III lidze. Tabela wskazywała, że rywal nie powinien być poza naszym zasięgiem. Tym bardziej, że graliśmy przed własną publicznością, a Przyszłość Rogów (właśnie z nią przyszło nam się zmierzyć) z dwóch ostatnich meczów wyjazdowych wracała z pustymi rękami. Biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniku obu ekip, można było się również spodziewać sporej ilości bramek. Do tej pory bowiem Start średnio tracił u siebie 2 gole, natomiast Przyszłość na wyjeździe notowała przeciętnie trzy bramki po stronie strat. Statystyka wskazywała więc na wynik 3-2 dla Startu. Samo spotkanie pokazało jednak, że liczby nie grają i bramek ostatecznie nie zobaczyliśmy. Po raz pierwszy ciekawiej na boisku zrobiło się w 4'. Wówczas Cichecki zacentrował z kornera, a piłka w polu karnym spadła tuż pod nogi Roberta Żbikowskiego. Doświadczony napastnik gości natychmiast uderzył, lecz jego strzał został zablokowany. Do "skóry" doskoczył jeszcze Radosław Żbikowski, ale jego poprawka też nie przyniosła efektu. Jeszcze groźniej pod namysłowską bramką zrobiło się w 10', gdy Robert Żbikowski zdołał przepchnąć Kozana i z kilkunastu metrów uderzyć tuż nad poprzeczką. Dosyć niespodziewanie czerwono-czarni przed swoją szansą stanęli w 11'. Wilczyński posłał centrę w pole karne, a dośrodkowanie dotarło do - nieco zaskoczonego takim obrotem sprawy - Samborskiego. Stąd jego "główka" z 9 metrów przeleciała daleko od bramki. W 13', po kolejnej centrze Cicheckiego z rzutu rożnego i wybiciu futbolówki poza szesnastkę, do piłki na 20 metrze doskoczył Szkatuła, którego próba minęła słupek. Na odpowiedź podopiecznych Bogdana Kowalczyka musieliśmy czekać do 16'. Szkoda, że dośrodkowanie Szpaka z rzutu wolnego nie trafiło do żadnego z jego kolegów (Niedziela był na posterunku). Następnie, po podaniu Roberta Żbikowskiego, strzelał Radosław... Żbikowski. Na szczęście jego uderzenie zostało w porę zablokowane. W 20' niezłą dyspozycję potwierdził Stasiowski. Po kiksie Hanzela nasz golkiper odważnym rzutem pod nogi wyłuskał "kulę" Robertowi Żbikowskiemu. Pierwsze poważne spięcie podbramkowe w drugich 45 minutach odnotowaliśmy w 58'. Była to dobra szansa na objęcie prowadzenia przez przyjezdnych. Szkatuła zacentrował z boku boiska w pole karne. Tam spod opieki obrońców uwolnił się Hanzel i na 8 metrze doszedł do zagrania. Na szczęście dla nas jego strzał głową minął bramkę Stasiowskiego. Namysłowianie starali się odgryźć w 61'. Po kąśliwej centrze Szpaka z rzutu wolnego, Niedziela ratował się piąstkowaniem piłki poza szesnastkę. Z kolei w 65' minimalnie zza pola karnego przestrzelił P.Pabiniak. Przyszłość odpowiedziała w 67' silnym uderzeniem Kolisza z narożnika szesnastki. Futbolówka trafiła jednak prosto w rękawice Stasiowskiego. Goście starali się zagrozić naszej bramce również w 70'. Wówczas Hanzel z niezłej pozycji (20 metr) przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 73' wejście smoka zaliczyć mógł M.Raszewski. Wprowadzony 60 sekund wcześniej zawodnik z dystansu huknął na bramkę Niedzieli. Golkiper z Rogowa odbił strzał przed siebie, a z dobitką pośpieszył Ciąglewicz. Niestety, młody napastnik Startu z bliska trafił... w bramkarza. W 78' byliśmy świadkami największej kontrowersji niedzielnych zawodów. Po starciu z rywalem, w polu karnym gości upadł P.Pabiniak. Sam poszkodowany, jak i cały czerwono-czarny obóz, domagał się jedenastki, jednak arbiter główny nie zagwizdał przewinienia. Pan Arkadiusz Przystał użył jednak gwizdka minutę później, aby podyktować rzut wolny pośredni w odległości... 15 metrów od naszej bramki. Była to kara za wulgarną dezaprobatę Janika. Namysłowianie ustawili kilkuosobowy mur. Marcinkowski musnął piłkę w kierunku Radosława Żbikowskiego. Ten zatrzymał ją podeszwą buta, a Pucka mocnym uderzeniem po ziemi nie trafił w bramkę. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem. W obu zespołach zawiodła skuteczność. Przyszłość w I połowie prowadziła grę, lecz nie potrafiła poważnie zagrozić naszej bramce. Namysłowianie mieli wówczas spore problemy ze skonstruowaniem klarownej okazji pod "świątynią" Niedzieli. Z kolei w ostatnich dwudziestu minutach meczu bliżsi zwycięstwa byli podopieczni Bogdana Kowalczyka. O pełnym sukcesie nie mogło być jednak mowy, jeśli marnuje się takiego "meczbola", jakiego w 73'miał Ciąglewicz. Później skonstruowaliśmy jeszcze dwie akcje, które przy dokładniejszych podaniach mogły przynieść nam upragnione trzy punkty. Nic jednak z tego nie wyszło. Podsumowując, tytułowe 50% planu wykonaliśmy, bramki bowiem nie straciliśmy. Do poprawy pozostaje tradycyjnie skuteczność (drugie 50%). Jeżeli w najbliższy weekend w Leśnicy uda nam się połączyć obie "połówki" w całość, to możemy liczyć na wywiezienie z trudnego terenu naprawdę korzystnego rezultatu. [MW]
|
|||
* KLUB
|
|||
|---|---|---|---|
* SENIORZY |
|||