* AKTUALNOŚCI
 


Chróścice, dn. 24.09.2011 r. (sobota) - godz. 16:00
8. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)

VICTORIA CHRÓŚCICE - NKS START NAMYSŁÓW 2-2 (1-2)

0-1 Bonar 22' (asysta Maciejewski)
1-1 Jaworski 25'
1-2 P.Pabiniak 39' (bez asysty)
2-2 Dembiński 57'

VICTORIA: Bejcar - Gackowski, Miętus, Dajczak, Michoń, Zaczyk, Dora (67.Stempień), Michałowski (46.Małek), Dembiński [k], Polok (81.Szopa), Jaworski.
Rezerwowi: Kościelny, Barzyc, Ziemba, Kołodziej.
Trener: Andrzej SZOLC.
Stroje: czerwone.

NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski - Wilczyński (85.Bojarzyński), Szpak (71.Juchniewicz), Bonar, Błach (57.Ciąglewicz) - M.Raszewski (66.Piwowarczyk), P.Pabiniak.
Rezerwowi: Kuleszka, Ł.Pabiniak.
Trener: Bogdan KOWALCZYK.
Stroje: czarne (z czerwonymi wypustkami).

Sędziowali: Marcin Szczupak (jako główny) oraz Dariusz Pęczek i Sebastian Rozpondek (wszyscy KS Częstochowa).

Żółte kartki: Polok (79.) - Kozan (38.).

Widzów: 110.

Mecz trwał: 97 minut (47+50).

Wbrew pozorom, spotkanie dwóch ostatnich zespołów III-ligowej tabeli miało spory ciężar gatunkowy. Do soboty żadna z drużyn nie posiadała na swym koncie choćby jednego zwycięstwa. Zarówno więc Start, jak i Victoria, zasłużenie znajdują się na ligowym dnie. Wiadomo jednak było, że ewentualny sukces pozwoliłby zwycięzcom z większym optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość śląsko-opolskich rozgrywek. Podczas 90 minut zaciętej gry zawodnicy z obu stron piłkarskiej barykady robili wiele, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Z wiadomych względów nasze nadzieje na 3 punkty dotyczyły tylko i wyłącznie NKS-u.

Początek w wykonaniu podopiecznych trenera Kowalczyka była naprawdę obiecujący. Już w 3' Kozan z własnego przedpola posłał dalekiego crossa do atakującego bramkę rywali P.Pabiniaka. Dajczak, środkowy defensor Chróścic, źle obliczył tor lotu piłki, dzięki czemu Patryk znalazł się w dogodnej okazji strzeleckiej. W sukurs defensorowi wybiegł z bramki Bejcar, ale nasz napastnik postanowił odroczyć egzekucję i wstrzymał się z oddaniem strzału. I to był błąd, gdyż kolejny obrońca zdołał naszego snajpera zablokować, a następnie odebrać mu futbolówkę. Szkoda, bo zamiast gola, byliśmy świadkami "piłkarskiego klopsa". W 6' namysłowianie dokonali przerzutu ciężaru gry na lewą stronę. Tym razem błąd w obliczeniach popełnił Miętus, drugi stoper Victorii. Piłkę przejął na 16-tym metrze Błach, po czym umiejętnie, mijając obrońcę, już spod linii końcowej zacentrował w stronę bramki. Ta poszybowała wzdłuż świątyni Bejcara, spadając idealnie na głowę M.Raszewskiego. Mariuszowi pozostała formalność, czyli skontrowanie piłki "po długim słupku". Nasz zawodnik zachował się jednak jak trampkarz, podając piłkę prosto w rękawice nadbiegającego bramkarza!
14 minuta, to kolejny dla czerwono-czarnych prezent od gospodarzy. Jeden z defensorów Victorii "zbił" górną piłkę wprost pod nogi P.Pabiniaka, znajdującego się na wprost bramki, na 16-tym metrze. Zamiast "zabrać się" z futbolówką do linii strzału, Patryk postanowił zaczekać na obrońcę i próbować go "łamać". Niestety, była to zła decyzja, gdyż rywal wygarnął mu "skórę" spod nóg, zażegnując tym samym spore niebezpieczeństwo.
Można śmiało napisać, że po kwadransie gry namysłowianie nie tyle mogli, co powinni prowadzić co najmniej dwoma golami. Jednak kiepska skuteczność zespołu po raz kolejny w obecnym sezonie dała znać o sobie i zamiast spokojnej gry w dalszej części zawodów, nieskuteczność naszych ulubieńców tylko nas irytowała.
Nadeszła jednak 22', w której - wreszcie - Start wyszedł na prowadzenie. Po odbiorze piłki w środkowym sektorze boiska, Bonar długim podaniem uruchomił P.Pabiniaka. Nasz snajper dobrze przyjął futbolówkę, po czym umiejętnie utrzymał ją "w przodzie". Dał w ten sposób możliwość podłączenia się do akcji kolejnym graczom NKS-u. Pabiniak-junior zdecydował się w końcu zagrać przez środek przedpola Victorii, do nabiegającego Bonara. Ten z kolei oddał piłkę na prawą flankę do M.Raszewskiego, który momentalnie skontrował dośrodkowaniem. Jeden z obrońców miejscowych zdołał ją tylko podbić, czym ułatwił walkę o pozycję Maciejewskiemu. "Maciej" odegrał jeszcze "kulę" do znajdującego się za nim Bonara, a nasz (niesamowicie walczący w każdym spotkaniu) pomocnik sprytnym uderzeniem przy słupku umieścił futbolówkę w siatce.
Niestety, radość z prowadzenia w namysłowskim obozie nie trwała długo. Już 3 minuty później gospodarze doprowadzili do wyrównania, po golu, który śmiało nazwać można "znakiem firmowym" Startu Namysłów. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (wykonanego z 25-ciu metrów) jeden z gospodarzy strzelił mocno w namysłowski mur. Po odbiciu się, futbolówka wystrzeliła w pionie, długo spadając na 6-ty metr. Wystartował do niej Stasiowski, aby piąstkowaniem oddalić zagrożenie. Niestety, nie trafił w piłkę, a ta odbiwszy się przypadkowo od głowy jednego z chróściczan, spadła prosto pod nogi Jaworskiego. W tym momencie gracz gospodarzy nie miał żadnych kłopotów ze skierowaniem jej do opuszczonej świątyni.
W 28' tracimy piłkę w środkowej strefie boiska, która trafiła do błyskawicznie wychodzącego na wolne pole Jaworskiego. Szybki napastnik Victorii minął dwóch obrońców NKS-u, znajdujac się w świetnej sytuacji strzałowej. Jaworski uderzył kąśliwie, jednak dopisało nam szczęście, gdyż futbolówka odbiła się od zewnętrznej części słupka i wyszła na aut bramkowy.
Namysłowianie zdawali sobie sprawę, że tylko atak bramki miejscowych mogą przynieść wymarzone zwycięstwo. Zdecydowali się na takowy w 39' i - ku uciesze ławki rezerwowych Startu - zakończył się on pełnym sukcesem. Dalekie podanie w pole karne Victorii spowodowało w szeregach rywali spore zamieszanie. W wyniku braku komunikacji między trzema chróściczanami, jeden z nich zbił "skórę" prosto pod nogi P.Pabiniaka. Namysłowski snajper w ostatniej chwili zdołał opanować trudną piłkę i już na wślizgu, tzw. "dużym palcem", skierował ją do bramki strzeżonej przez Bejcara. Dzięki temu ponownie mieliśmy powody do radości. Minutę później na strzał z 30 metrów zdecydował się jeden z miejscowych, jednak Stasiowski nie miał żadnych kłopotów z zatrzymaniem futbolówki.
W 43' oglądaliśmy korner dla Victorii, wykonywany z prawego narożnika boiska. Do dośrodkowania doskoczył Zaczyk, wykorzystując błąd w kryciu namysłowian. Po raz kolejny dopisało nam jednak szczęście, gdyż atakujący gospodarzy uderzył mocno, ale niecelnie. Za chwilę (44') Polok otrzymał dobre podanie z prawego sektora boiska. Przyjął futbolówkę na 20-tym metrze, a że w tym samym momencie nikt go nie pilnował, to i podjął próbę uderzenia na bramkę. Tylko brakowi precyzji Poloka (strzelił nad poprzeczką) mogliśmy zawdzięczać fakt, że na przerwę czerwono-czarni schodzili przy skromnym, ale jednak prowadzeniu.
Pierwsze 45 minut trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony kończymy je przy prowadzeniu 2-1, natomiast poirytowani byliśmy faktem fatalnej skuteczności w początkowych 20 minutach, gdzie de facto powinniśmy ustawić sobie zawody. Przed przerwą gracze Victorii grali w sposób bardzo zdeterminowany. Rywale mieli wyraźną przewagę przy stałych fragmentach gry, szczególnie przy rzutach rożnych. Poza tym gospodarze lepiej prezentowali się, biorąc pod uwagę dynamikę gry i sposób przemieszczania się na boisku. Ich głównym problemem były jednak błędy w defensywie, które zwłaszcza na początku popełniali nagminnie i dwa z nich udało się czerwono-czarnym wykorzystać.

Druga cześć meczu - jak miało okazać się po końcowym gwizdku - przebiegała już w sposób zdecydowany pod dyktando Victorii. W 51' zza szesnastki uderzył Dora. Jego strzał nie mógł jednak sprawić problemów Stasiowskiemu, gdyż poszybował wprost w bramkarskie rękawice. 3 minuty później to namysłowianie stanęli przed szansą korekty wyniku. Po wyrzucie z autu Błacha, M.Raszewski umiejętnym przyjęciem "pod strzał" zwiódł swojego anioła stróża. Mariusz oddał kąśliwe uderzenie, jednak Bejcar końcami palców zdołał zapobiec utracie bramki. Niestety, w 57' gospodarze po raz drugi doprowadzili do remisu. Victoria oswobodziła się spod pressingu namysłowian, a w finalnym momencie piłkę na 18-tym metrze otrzymał Dembiński. Rywal najpierw zamarkował strzał, gubiąc przy okazji Kozana, po czym sprytnie wbiegł w pole karne i mając bramkarza przed sobą, posłał mocną piłkę "po długim rogu", obok bezradnego Stasiowskiego.
Widząc podłamanych gości, chróściczanie poszli za ciosem. W 59' tylko dobrej interwencji golkipera nadal zawdzięczaliśmy remis. Piłka z prawej strony boiska trafiła do Dembińskiego, który z narożnika pola karnego momentalnie uderzył wewnętrzną częścią stopy. Nasz bramkarz zdołał jednak przewidzieć zamiary strzelca i nie dopuścił do utraty, zdawałoby się, pewnego gola.
Niestety, od tego momentu determinacja w walce o zwycięstwo była wyraźnie po stronie miejscowych. Victoria co chwilę zapędzała się pod naszą szesnastkę, próbując znaleźć lukę w ustawieniu namysłowian. A że nasi piłkarze często popełniali błędy, to i pod bramką Stasiowskiego co i rusz śmierdziało utratą gola. Chróściczanie nękali naszą defensywę prostopadłymi podaniami, po których dochodzili do pozycji strzeleckich. Chwała Bogu, że mieliśmy między słupkami Stasiowskiego, który obronną ręką wyszedł z kilku naprawdę groźnych sytuacji. Można śmiało napisać, że postawą w II połowie w dużym stopniu zrehabilitował się za błąd popełniony przy stracie pierwszej bramki. W naszych szeregach nie widzieliśmy w tym momencie zawodnika, który wziąłby ciężar gry na swoje barki, a przy okazji poderwał kolegów do bardziej zdecydowanej walki. Gospodarzom należy oddać to, że po przerwie w sposób widoczny stłamsili nasz NKS. Mimo tego stworzyliśmy sobie okazję, która mogła odmienić losy spotkania. Młodemu Ciąglewiczowi zabrakło jednak boiskowej rutyny i przysłowiowego cwaniactwa. Po jednym z nielicznych w tym okresie kontrataków, w 71' Wilczyński prostopadłym podaniem uruchomił właśnie Ciąglewicza. Przemek ścigał się z Bejcarem do piłki i już na 10-tym metrze o ułamek sekundy szybszy okazał się nasz młodzieżowiec, którego golkiper Chróścic ostatecznie zahaczył. Gdyby młody napastnik Startu poddał się prawom fizyki i... upadł na ziemię, to pewnie arbiter nie miałby wyboru i wskazał na punkt 11-tu metrów. Tymczasem ambitny chłopak postanowił utrzymać się na nogach, co przyszło mu z niemałym trudem. Cóż jednak z tego, kiedy piłka była już poza jego zasięgiem?
Tymczasem napór zdeterminowanych i atakujących z pasją gospodarzy był coraz większy. Praktycznie do ostatniej minuty meczu ławka rezerwowych Startu z niepokojem podrywała się przy każdej akcji gospodarzy. Z drugiej strony - może nieco irracjonalnie - mieliśmy cichą nadzieję, że jeden skuteczny wypad naszych chłopców odmieni oblicze spotkania. Tak się jednak nie stało. Mało tego, w ostatnich sekundach meczu, po centrze z kornera, pod namysłowską bramką zrobił się spory kocioł. Na szczęście w finalnym momencie obronną ręką z opresji wyszedł Stasiowski. Po jego interwencji arbiter zagwizdał po raz ostatni i obie jedenastki musiały zadowolić się remisem. Remisem, który tak naprawdę żadnej z ekip niewiele daje. Cóż, nie można jednak załamywać rąk. Nasi chłopcy muszą ponownie podnieść przyłbicę i szukać kompletu punktów w kolejnych, czekających ich spotkaniach.

Przed II częścią meczu zakładaliśmy, że namysłowianie podtrzymają determinację sprzed przerwy i podwyższą, a co najmniej podtrzymają, korzystny wynik. Tymczasem sytuacja zmieniła się diametralnie. Po przerwie zamiast kontemplować się konsekwencją w grze Startu, przez większość czasu drżeliśmy o końcowy wynik. Po golu wyrównującym gospodarze mocno nas przycisnęli, choć mieliśmy też okresy w grze, gdy czerwono-czarni zdołali zewrzeć szeregi. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że w II połowie namysłowianie stracili pewność siebie, bojąc się wręcz gry w piłkę. Była to woda na młyn dla Victorii, która w przekroju 90 minut była ekipą bliższą wywalczenia 3 punktów. Jak już jednak wspomnieliśmy, obie drużyny ostatecznie pogodził remis. [G, KK]

 
 * KLUB
    O klubie
    Stadion
    Sukcesy
    Historia
 * SENIORZY
    Kadra
    Tabela
    Wyniki
    Statystyka
 * JUNIORZY MŁODSI
 * SKLEP