|
|


Namysłów, dn. 17.09.2011 r. (sobota) - godz. 17:00
7. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
NKS START NAMYSŁÓW - ODRA OPOLE 0-1 (0-1)
0-1 Tyc 31' głową
NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Janik, Maciejewski - Wilczyński, Piwowarczyk (76.P.Pabiniak), Bonar, M.Raszewski (63.Szpak) - Samborski, Ciąglewicz (66.Bojarzyński).
Rezerwowi: Smoleń, Błach, Juchniewicz, Ł.Pabiniak. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czarne (z czerwonymi wypustkami).
ODRA: Rozmus - Kowalczyk, Brzozowski, Michniewicz [k], Bednarski, Łoziński (73.Kumiec), Meryk, Deja (69.Sikorski), Franek, Setla, Tyc.
Rezerwowi: Kantor, Rogowski, Domański, Słonecki, Szwarga. Trener: Wojciech MIELNIK. Stroje: białe.
Sędziowali: Piotr Lasyk (jako główny) oraz Rafał Lasyk i Marcin Kasprzyk (wszyscy KS Bytom).
Żółte kartki: Bonar (52.), Maciejewski (76.) - Łoziński (52.), Michniewicz (89.).
Widzów: 0 (mecz bez udziału publiczności).
Mecz trwał: 93 minuty (44+49).
Do derbowego meczu z opolską Odrą przystępowaliśmy z mocno ograniczonym potencjałem ofensywnym, gdyż w wyjściowym zestawieniu nie pojawili się Patryk Pabiniak i Łukasz Szpak. Startowi brakowało więc najlepszego strzelca oraz rozgrywającego. Absencja wspominanej dwójki była widoczna w I części spotkania. Wspomniany duet, powracający po kontuzjach, zameldował się na placu gry dopiero w końcówce pojedynku. Jak się jednak okazało, nie był już w stanie odwrócić losów spotkania.
Mecz otworzyło nam uderzenie z dystansu Meryka w 2', a futbolówka po rykoszecie opuściła linię końcową. Z rzutu rożnego zacentrował Franek, natomiast Brzozowski główkował z 5 metrów. Stasiowski złapał jednak piłkę. Jednak nawet gdyby stoper przyjezdnych trafił do siatki, to bramka nie zostałaby uznana, gdyż chwilę wcześniej arbiter liniowy zasygnalizował pozycję spaloną. W 5' na 35 metrze od naszej bramki faulowany był Łoziński. Z rzutu wolnego centrę w szesnastkę posłał Deja. Tam do zagrania doszedł Tyc, który głową uderzył w bezpiecznej odległości od słupka. Namysłowianie po raz pierwszy zmusili opolską defensywę do większego wysiłku w 10'. Przeprowadziliśmy wówczas szybką akcję prawą stroną boiska, po której tuż sprzed linii końcowej M.Raszewski dośrodkował przed bramkę. Składającego się do strzału głową Samborskiego uprzedził jednak czujny Brzozowski. Pierwszy kwadrans gry zamknęła nam niecelna próba z dystansu Bonara.
Po początkowej przewadze optycznej Odry, mecz zaczął się wyrównywać. Oglądaliśmy mnóstwo walki w środku pola, a od czasu do czasu gra przenosiła się pod jedną z bramek. W 20' goście przeprowadzili akcję prawą flanką, po której w pole karne po ziemi zagrał Meryk. Sytuację wyjaśnił Kozan, wybijając piłkę poza szesnastkę. Po chwili (23'), z 20 metrów niecelnie kropnął Franek. Namysłowianie starali się odpowiedzieć w 28'. Samborski podał do Wilczyńskiego, a ten z lewej strony boiska dośrodkował na bliższy słupek do Ciąglewicza. Sędzia liniowy dopatrzył się jednak minimalnej pozycji spalonej naszego napastnika. W 31' byliśmy świadkami - jak się później okazało - jedynej bramki w spotkaniu. Wszystko rozpoczęło się od faulu Piwowarczyka na Łozińskim. Z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Franek, a Tyc - tyłem głowy - skierował piłkę do siatki, obok próbującego interweniować Stasiowskiego. Po zdobyciu gola opolanie nabrali wyraźnie wiatru w żagle i w ciągu 3 minut dwukrotnie poważnie zagrozili naszej "świątyni". Najpierw w 33' po centrze Deji z rzutu rożnego Łoziński uderzeniem głową skierował futbolówkę w słupek. Z kolei minutę później Deja z 20 m zmusił do dużego wysiłku Stasiowskiego, który ze sporymi kłopotami zdołał jednak złapać piłkę. W 38' sprawdzony został Rozmus. Bonar zagrał do, wbiegającego lewą stroną pola karnego, Maciejewskiego, którego strzał z pierwszej piłki po ziemi nie sprawił żadnych kłopotów wychowankowi czerwono-czarnych w opolskiej bramce.
W 41' wróciliśmy z dalekiej podróży. Po nieudanym zagraniu Kozana, przed świetną szansą stanął Setla. Przymierzył z 14 metrów, jednak sporym kunsztem wykazał się Stasiowski, zapobiegając utracie bramki. Nie od dziś wiadomo, że niewykorzystane okazję lubią się mścić i niewiele brakowało, a w 43' moglibyśmy przekonać się o tym po raz enty. Wyprowadziliśmy wówczas szybką kontrę. Samborski zbiegł z futbolówką do środka, po drodze mijając dwóch rywali, by po chwili znakomicie podać do wbiegającego lewą stroną (na czystą pozycję) M.Raszewskiego. Mariusz w 100% sytuacji źle trafił w piłkę i właściwie... podał do Rozmusa. Po kilkunastu sekundach w osłupienie wprawił nas arbiter główny zawodów. Pan Piotr Lasyk postanowił bowiem zakończyć pierwszą część zmagań, gdy nasze stopery wskazywały 43 minutę i 6 sekundę! Protesty namysłowskiego obozu zdały się na nic i obie drużyny zeszły na przerwę do szatni.
Drugą połowę rozpoczęliśmy od małego elementu humorystycznego. Spiker poprosił bowiem pusty stadion o... kulturalny doping. Po wybiciu futbolówki z przedpola Startu, z pierwszej piłki na strzał z powietrza zdecydował się w 47' Michniewicz. "Skóra" o kilka metrów minęła jednak poprzeczkę. W 49' z 24 metrów kropnął Samborski, jednak i tu futbolówka, choć w nieznacznej odległości, minęła słupek. W 53' byliśmy świadkami ostrego faulu na M.Raszewskim. Doszło do małej przepychanki na środku boiska, ale arbiter szybko uspokoił sytuację. Po chwili spod linii końcowej dośrodkował Wilczyński, a spadającą tuż pod poprzeczkę piłkę wypuścił z rąk Rozmus. Natychmiast jednak naprawił swój błąd. W odpowiedzi atak wyprowadziła Odra, lecz Meryk nie trafił w piłkę, przy próbie oszukania wychodzącego w jego kierunku Stasiowskiego.
Za chwilę po raz drugi, sobotniego popołudnia, zawdzięczaliśmy Stasiowskiemu, że nie straciliśmy kolejnej bramki. W 55' Franek podał piłkę do Tyca, który z 6 metrów potężnie uderzył na bramkę. Trafił jednak w twarz wychodzącego w jego kierunku golkipera! "Stachu" padł na murawę, jednak został bohaterem akcji, intuicyjnie zapobiegając utracie pewnej, zdawałoby się bramki. W 60' po wrzutce Tyca na środek szesnastki, Stasiowski zderzył się z Janikiem. Nieporozumienie wyjaśnił jednak Kozan, wybijając piłkę daleko przed siebie. 60 sekund później z dośrodkowania Franka (z narożnika szesnastki) wyszedł groźny, aczkolwiek niecelny strzał. Gorąco pod naszą bramką zrobiło się znów w 67'. Wówczas Deja zacentrował na głowę Franka, a strzał tego ostatniego minimalnie minął słupek. W 70' na murawę upadł Łoziński. Jak się później okazało, doznał bardzo groźnej kontuzji (zerwał ścięgno Achillesa). Na placu gry zastąpił go więc Kumiec. Na kwadrans przed końcem z piłką środkiem pola popędził Tyc. Już sprzed linii końcowej wycofał do Meryka, lecz ten został uprzedzony przez Kozana. W tym też momencie pod stadionem pojawiła się około 100-osobowa grupa kibiców opolskiej Odry. Tym samym pod obiektem mieliśmy już fanatyków obu ekip, bowiem fani czerwono-czarnych (w sile ponad 100 gardeł) już wcześniej zza płotu wspierali swoich zawodników. Oczywiście wrogie sobie grupy oddzielone były szczelnym kordonem policyjnego oddziału prewencji. W 79' wzdłuż linii szesnastki do Tyca podał Meryk. Snajper opolan uderzył jednak tyleż mocno, co niecelnie. Na 8 minut przed końcem regulaminowego czasu gry mogliśmy pokusić się o wyrównujące trafienie. Z rzutu wolnego (z prawej strony) w pole karne dośrodkował Szpak. Rozmus wybił piłkę wprost na głowę Maciejewskiego, którego strzał odbił golkiper Odry. Maciejewski próbował natychmiastowej poprawki z przewrotki, ale jego drugą próbę wybił z linii obrońca gości! Niebezpiecznie pod opolską bramką zrobiło się również w 85'. Szpak zacentrował w szesnastkę, a Bojarzyński zgrywał głową w kierunku Samborskiego. "Sambor" nie doszedł wprawdzie do piłki, ale doskoczył do niej P.Pabiniak. Niestety, jego uderzenie z 12 metrów zostało zablokowane. Na ripostę przyjezdnych nie musieliśmy długo czekać. W 86' Setla z dystansu kropnął jednak nad bramką. Potem akcja znów przeniosła się pod opolską "świątynię", lecz piłka po strzale P.Pabiniaka z 18 metrów przeleciała nad poprzeczką. Już w doliczonym czasie gry z piłką szarżował Tyc. Rajd zakończył wywalczeniem kornera, nabijając Janika. Przed ostatnim gwizdkiem sędziego wynik meczu próbował zmienić jeszcze Wilczyński, jednak jego strzał z 24 metrów nie sięgnął celu, choć było blisko, bowiem otarł o zewnętrzną część słupka bramki Rozmusa.
Ostatecznie w derbowej rywalizacji lepsi o jedno trafienie okazali się goście z Opola. Trzeba jednak przyznać, że jak na jednego z przedsezonowych faworytów III ligi śląsko-opolskiej, opolanie wielkiego futbolu nie pokazali. Gra zaprezentowana w Namysłowie przez Rozwój Katowice stała na zdecydowanie wyższym poziomie. Po raz n-ty w bieżącym sezonie przebieg spotkania pokazał, że mogliśmy pokusić się o wywalczenie punktu(-ów). Niestety, po raz kolejny sztuka ta nam się nie udała. Tym samym seria przegranych Startu Namysłów w III lidze wynosi już 6 spotkań. Mamy nadzieję, że w najbliższą sobotę w Chróścicach doczekamy się w końcu jej przerwania. [MW]



|
|