|
|


Częstochowa, dn. 10.09.2011 r. (sobota) - godz. 17:00
6. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
VICTORIA CZĘSTOCHOWA - NKS START NAMYSŁÓW 3-1 (1-0)
1-0 R.Stefański 28' głową
2-0 Gębicz 53'
2-1 Samborski 58' rzut karny 3-1 R.Stefański 67' głową
VICTORIA: Kuczera - Gębicz, Ł.Stefański, Toborek, Bolechowski, Milczarek (46.Berdys), Kołodziejczyk, Wiśniewski (75.Sieradzki), Kotas [k1] (82.Bielecki), R.Stefański (67.Michalik), Kyzioł [k2].
Rezerwowi: Pląskowski, Lenartowski. Trener: Maciej STROŻEK. Stroje: zielone koszulki - białe spodenki - zielone getry.
NKS START: Stasiowski - Zalwert, Kozan [k], Juchniewicz, Maciejewski (85.Ł.Pabiniak) - Wilczyński (85.Biliński), Piwowarczyk, Bonar, M.Raszewski (70.Janik) - Ciąglewicz (69.Błach), Samborski.
Rezerwowy: Smoleń. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czarne (z czerwonymi wypustkami).
Sędziowali: Przemysław Pietraszewski (jako główny) oraz Dariusz Rzenno i Michał Groticki (wszyscy KS Bytom).
Żółte kartki: Milczarek (40.), Wiśniewski (46.), Kotas (56.) - Juchniewicz (66.).
Widzów: 90.
Mecz trwał: 95 minut (46+49).
Przed obecnym sezonem mecz namysłowskiego Startu z Victorią Częstochowa postrzegany był przez ekspertów jako... pojedynek kandydatów do spadku. Po 5. kolejce sytuacja w tabeli obu ekip rzeczywiście nie wyglądała ciekawie, gdyż obie jedenastki już na starcie sezonu wylądowały w strefie spadkowej. Namysłowianie do soboty uzbierali raptem 1 punkt, z kolei dorobek częstochowian była bogatszy o dwa "oczka". Ewentualny sukces naszych piłkarzy pozwoliłby więc przeskoczyć rywala w ligowej klasyfikacji. Victoria, zwyciężając, mogła natomiast odskoczyć podopiecznym Bogdana Kowalczyka na pięć punktów. Niestety, jak się później okazało, rzeczywistością stał się niekorzystny dla nas scenariusz. W porównaniu z ostatnim meczem, na boisku w naszych szeregach nie ujrzeliśmy w wyjściowej jedenastce Pawła Kuleszki i Patryka Pabiniaka. Pierwszego z nich zatrzymały obowiązki związane z pracą, natomiast drugi boryka się z urazem. Do składu po kontuzji nie wrócił też Łukasz Szpak. Warto w tym momencie odnotować, że między słupkami "Dudka" zastąpił Wojciech Stasiowski, dla którego był to pierwszy, ligowy mecz z "eSką" na piersi po 7 (!) latach przerwy.
Do straty pierwszej bramki, to czerwono-czarni posiadali przewagę optyczną. Na początku spotkania niepokoiliśmy Kuczerę głównie strzałami z dystansu. W 3' Samborski zza pola karnego uderzył jeszcze bardzo niecelnie, jednak już minutę później Bonar z 30 metrów kropnął wprost w golkipera gospodarzy. W 8' pomysł swoich starszych kolegów skopiował Ciąglewicz, który z 18 metrów przymierzył w środek bramki. Kuczera pewnie jednak złapał "skórę".
Miejscowi po raz pierwszy naszej bramce zagrozili w 9'. R.Stefański wyrzucił piłkę z autu na wysokości pola karnego. Zagranie zawodnika Victorii przed szesnastkę wybił głową Kozan. Tam do futbolówki doszedł Kotas i strzelił po ziemi. Stasiowski nie miał kłopotów z zatrzymaniem tej próby. Po chwili (10') akcja przeniosła się pod "świątynię" gospodarzy. Z dobrej strony na lewej stronie boiska pokazał się Wilczyński, który mocno zagrał wzdłuż bramki. Na dalszym słupku do piłki zdołał dojść M.Raszewski. Mariusz, nie mając pozycji do strzału, starał się jeszcze zagrać na środek pola karnego, jednak jego podanie nie trafiło do żadnego z partnerów. W 12' soczystym wolejem z 16 metrów Kuczerę sprawdził Bonar. Jednak górą znów był golkiper z Częstochowy. W 18' stworzyliśmy sobie niezłą okazję do objęcia prowadzenia. Przed polem karnym miejscowych "kulę" wślizgiem Gębiczowi wyłuskał Bonar. Pomocnik namysłowian wbiegł z nią w pole karne i podał tuż przed bramkę, do Ciąglewicza. Przemek zamiast próbować strzału z pierwszej piłki, zdecydował się na przyjęcie futbolówki. Zwłoka związana z uderzeniem sprawiła, że po chwili nasz młody napastnik został zablokowany. Z kolei groźnie pod naszą bramką ponownie zrobiło się w 25'. Po dośrodkowaniu z boku boiska na dalszym słupku do centry doszedł R.Stefański, który natychmiast odegrał do lepiej ustawionego Kotasa. Strzał tego ostatniego został zablokowany przez jednego z naszych defensorów. W kolejnej akcji (27') miejscowi ponownie gościli pod namysłowską świątynią. Tym razem Milczarek z pola karnego próbował zagrozić Stasiowskiemu, jednak piłka po rykoszecie minęła słupek. Wywalczony stały fragment gry przyniósł Victorii objęcie prowadzenia. Zawodnicy z Częstochowy w tej sytuacji umiejętnie wyprowadzili w pole naszą defensywę, gdyż aż trzech (!) niepilnowanych graczy gospodarzy - po centrze Wiśniewskiego z kornera - znalazło się w naszym polu bramkowym! Ostatecznie R.Stefański głową skierował piłkę do siatki. Premierowe trafienie ułatwiło częstochowianom dalszą grę. Miejscowi postanowili się cofnąć na własną połowę (wciągnąć na nią namysłowian), żeby w odpowiednim momencie skutecznie skontrować. Wobec zagęszczenia pola gry przez Victorię, nasi piłkarze mieli problemy z konstruowaniem klarownych okazji. W 34' z boku boiska w szesnastkę Stasiowskiego zacentrował Kotas. Kyzioł wślizgiem zdołał skierować futbolówkę w światło bramki. Nasz człowiek między słupkami pewnie jednak zatrzymał ten strzał. W 41' wywalczyliśmy rzut wolny na połowie przeciwnika. Wilczyński mocno zacentrował w pole karne. Mimo dużego zamieszania w szesnastce do zagrania nie doszedł żaden z namysłowian. Piłka trafiła w ręce Kuczery, który z pewnymi kłopotami złapał dośrodkowanie naszego pomocnika. Już doliczonym czasie pierwszej połowy Kozan umiejętnie wyprzedził rywala w defensywie, a następnie zainicjował groźną kontrę znakomitym przerzutem na drugą stronę boiska. Tam do futbolówki tuż przed polem karnym doszedł M.Raszewski, który z niezłej pozycji fatalnie spudłował.
Drugą część gry gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia. I to dosłownie. Zaraz po przerwie (46') Wiśniewski w naszym polu karnym poturbował Stasiowskiego (kopnął go w głowę), za co otrzymał zasłużoną żółtą kartkę. Następnie w 48' Kotas z rzutu wolnego podał, tuż obok muru złożonego z naszych zawodników, do wspomnianego przed chwilą Wiśniewskiego. Zagranie tego ostatniego wzdłuż bramki nie zostało jednak sfinalizowane przez żadnego z jego kolegów. W 51' R.Stefański zacentrował w pole karne, a Wiśniewski ekwilibrystycznym uderzeniem trafił wprost w Stasiowskiego. Okres niezłej gry miejscowi udokumentowali zdobyciem drugiej bramki. Wyprowadzili w 53' szybką kontrę prawą stroną boiska. Z piłką w kierunku naszego pola karnego popędził Kyzioł, który w odpowiednim momencie zagrał wzdłuż naszej bramki, a Gębicz dostawił tylko nogę i piłka wpadła do opuszczonej przez Stasiowskiego bramki. Zastanawialiśmy się w tym momencie, jak na taki obrót spraw zareagują podopieczni Bogdana Kowalczyka. Przed tygodniem w spotkaniu ze Startem Bogdanowice w niemal tym samym fragmencie gry (wówczas 53 minuta) również przegrywaliśmy różnicą dwóch bramek. Wtedy jednak powietrze z nas zeszło i na dobrą sprawę nie podjęliśmy już rękawicy. Tym razem namysłowianie zareagowali w najlepszy z możliwych sposobów, bowiem już w 58' zaliczyliśmy trafienie kontaktowe. Toborek sprowadził w szesnastce do parteru Samborskiego i arbiter wskazał na 11-ty metr. Do "wapna" podszedł sam poszkodowany i pewnym uderzeniem nie dał żadnych szans Kuczerze.
W 63' wynik spotkania znów mógł ulec zmianie. Wyszliśmy wówczas z kontrą. Idealną piłkę od Bonara otrzymał na 35-tym metrze Wilczyński, jednak przyjmując ją, pogubił się i okazja spełzła na niczym. Jak korzystać z prezentów rywala, pokazali w 67' częstochowianie. Juchniewicz, stojąc przed naszą szesnastką, zbyt głośno (i niecenzuralnie) domagał się odgwizdania rzutu wolnego na połowie... Victorii. Sędzia rzeczywiście postanowił odgwizdać rzutu wolny, tyle że... sprzed namysłowskiego pola karnego (dodatkowo nasz defensor został ukarany żółtym kartonikiem). Ze stałego fragmentu gry huknął Kotas. Piłka po drodze odbiła się jeszcze niespodziewanie od głowy R.Stefańskiego i przeleciała nad zaskoczonym Stasiowskim. Po raz kolejny więc bardzo łatwo daliśmy sobie strzelić bramkę. Co ciekawe, po raz drugi w tym spotkaniu mogliśmy niemal natychmiast pokusić się o kontaktowe trafienie. W 69' Juchniewicz zagrał długą piłkę w kierunku M.Raszewskiego. Mariusz wbiegł między parę stoperów i stanął oko w oko z Kuczerą. Jednak co z tego, jeżeli ze strzału... wyszło podanie do golkipera. Mając dwubramkowe prowadzenie, gospodarze zaczęli prezentować większy rozmach w swoich poczynaniach, coraz częściej przedostając się w okolice naszej bramki. Trzeba jednak przyznać, że był to efekt ryzyka podjętego przez namysłowian, dążących do zmiany niekorzystnego rezultatu. W 72' zza pola karnego obok bramki kropnął Kotas. Minutę później strzałem po ziemi z 16-tu metrów Stasiowskiego sprawdził Michalik. Wojtek był jednak na posterunku. Z kolei po kilkunastu sekundach Stasiowski kapitalnie odbił strzał Wiśniewskiego oddany już z pola bramkowego. W 80' Kyzioł wypuścił w uliczkę Kotasa, jednak nasz golkiper był czujny i w ostatniej chwili wygarnął piłkę spod nóg zawodnika, będącego motorem napędowym akcji Victorii. Zaraz potem (81') Kotas znów dał o sobie znać. Tym razem kąśliwie uderzył zza szesnastki, a futbolówka, po niewielkim rykoszecie, trafiła w słupek! W 86' Stasiowski do spółki z kolegami powstrzymali w naszej szesnastce szarżującego Kyzioła. Ostatnie ciekawe wydarzenia na boisku w tym spotkaniu były natomiast zasługą namysłowskiego Startu. W 87' na szarżę w polu karnym zdecydował się Samborski, ale z ostrego kąta kropnął wprost w Kuczerę. Po chwili wspomniany Samborski, po podaniu Piwowarczyka, w znakomitej okazji (będą "sam na sam" z Kuczerą) z 10 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Po raz drugi na przestrzeni dwóch tygodni wracaliśmy spod Jasnej Góry na przysłowiowej tarczy. Nie mogło być jednak inaczej, skoro (podobnie jak przed tygodniem) przytrafiły nam się proste błędy w defensywie. Pierwszą bramkę straciliśmy po fatalnej pomyłce w kryciu przy stałym fragmencie gry. Druga, jak w pomeczowej wypowiedzi zauważył namysłowski coach, była efektem braku odpowiedniej komunikacji między golkiperem, a jednym z defensorów. Trzecia natomiast była pokłosiem kuriozalnej sytuacji. Koniec końców, przy takim obrocie spraw o wywalczeniu punktów nie mogło być mowy. Opisanego stanu rzeczy możemy żałować tym bardziej, że - po pierwsze - Victoria, to zespół absolutnie w naszym zasięgu (pokazało to - pomimo przegranej - właśnie sobotnie spotkanie). Po drugie natomiast, że na początku meczu namysłowianie naprawdę sprawiali korzystniejsze wrażenie niż rywale. Liczy się jednak to, co "w sieci", a w tym elemencie lepsi w sobotę okazali się gospodarze. My jednak wiary w czerwono-czarnych nie tracimy i liczymy, że festiwal błędów i pomyłek w defensywie zakończył się w naszym wykonaniu wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra w Częstochowie. Za tydzień czeka na elektryzujący bój z opolską Odrą w Namysłowie. A że derby rządzą się swoimi prawami, to mamy nadzieję na... pierwsze zwycięstwo w sezonie. [MW]



|
|