* AKTUALNOŚCI
 


Namysłów, dn. 03.09.2011 r. (sobota) - godz. 17:00
5. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)

NKS START NAMYSŁÓW - START BOGDANOWICE 1-3 (1-1)

0-1 Lalko 15' głową
1-1 Ciąglewicz 40' (asysta Bonar)
1-2 Lalko 52'
1-3 Lalko 79' głową

NKS START: Kuleszka - Zalwert, Kozan [k], Juchniewicz, Maciejewski (74.Maryniak) - Wilczyński, Piwowarczyk, Bonar (62.Janik) - Samborski, Ciąglewicz (84.Biliński), P.Pabiniak.
Rezerwowi: Stasiowski, Błach, Domalewski, Ł.Pabiniak.
Trener: Bogdan KOWALCZYK.
Stroje: czerwone koszulki - czarne spodenki - czerwone getry.

BOGDANOWICE: Bąkowski - Kaliciak, Lalko, Bieniasz, Gużda [k], Sławik (28.Beleć), Balcer (90+2.Łagoda), Krupa, Nielek, Kostka (65.Adamczyk), Jamuła.
Rezerwowi: Chałek.
Trener: Ryszard REMIEŃ.
Stroje: białe (z czerwonymi wypustkami).

Sędziowali: Damian Picz (jako główny) oraz Dariusz Wardak i Marcin Kochanek (wszyscy KS Opole).

Żółte kartki: Wilczyński (8.), Ciąglewicz (53.), Janik (66.) - Kaliciak (35.), Krupa (57.).

Widzów: 150.

Mecz trwał: 95 minut (46+49).

Sobotnie spotkanie w Namysłowie miało dać odpowiedź, w którym aktualnie miejscu znajduje się namysłowski Start. Po bardzo słabym początku w III lidze (1 punkt w 4 meczach) czerwono-czarnym przyszło zmierzyć się z "Bogdanką", a więc rywalem spod czeskiej granicy, który też nie wystartował najlepiej. Przed meczem kibice obu zespołów doskonale zatem wiedzieli, jak ważny czeka ich pojedynek. Zwycięstwo jednej z ekip pozwalało bowiem złapać głębszy oddech, z kolei przegrany może na dłużej zakotwiczyć "pod kreską". Zwycięstwo przypadło Startowi, ale temu z Bogdanowic. Goście wygrali w Namysłowie 3-1, a ich bohaterem został defensor Arkadiusz Lalko, który ustrzelił ha-tricka. Trudno dziwić się namysłowskim fanom, że obiekt przy Pułaskiego 5 opuszczali mocno rozczarowani. Nie tak to miało wyglądać, a jednak znów zostaliśmy bez punktów...

Tuż po pierwszym gwizdku arbitra obie jedenastki ostrożnie badały swoje możliwości. Już po kilku minutach dało się zauważyć, jaką taktykę zdecydowali się obrać goście. Bogdanowiczanie zagrali nieco cofnięci, zagęszczając środkową strefę boiska. W ten sposób zmuszali do ataków czerwono-czarnych, licząc, że uda im się skutecznie skontrować nasz zespół. W pierwszym kwadransie nielicznie zgromadzeni kibice nie oglądali jednak ciekawych sytuacji. Owszem, podopieczni Bogdana Kowalczyka prowadzili grę, jednak niewiele z tego wynikało. Ciekawie zrobiło się w 14', gdy Samborski na prawej flance otrzymał dobre, crossowe podanie od Juchniewicza. Rafał umiejętnie zabrał się z futbolówką w pole karne, gdzie mógł dogrywać wzdłuż linii do Ciąglewicza. Zdecydował się jednak wycofać "skórę" przed szesnastkę do nadbiegającego Bonara. Łukasz momentalnie uderzył, ale Bąkowski nie miał żadnych kłopotów z zatrzymaniem piłki. Niestety, kilkadziesiąt sekund później przegrywaliśmy 0-1. Pierwszy aut z prawej strony boiska (na wysokości pola karnego) daleko wyrzucił Kaliciak. Kuleszka zbyt mocno rozpędził się w jej kierunku, w efekcie minął się z nią, a osamotniony na długim słupku Lalko głową skierował "kulę" do siatki. Irytacja trenera NKS-u była tym większa, że w tygodniu poprzedzającym spotkanie zespół pracował podczas treningów m.in. nad tym elementem gry.
Czerwono-czarni w kolejnych minutach dążyli do odrobienia strat, ale dobrą okazję stworzyli sobie dopiero w 26'. Wtedy to dynamicznie z lewej strony wbiegł w pole karne P.Pabiniak, mijając pod drodze dwóch obrońców. Zdecydował się na ostry strzał po ziemi, lecz golkiper "Bogdanki" ostatecznie poradził sobie z kąśliwą próbą. W 30' piłkarze trenera Kowalczyka egzekwowali rzut wolny z odległości 30 metrów. Strzał P.Pabiniaka "przebił się" przez nieszczelny mur gości, jednak piłka poszybowała obok słupka. Dążąc do wyrównania, namysłowianie cel osiągnęli w 40'. Nasz zespół przeprowadził wtedy naprawdę widowiskową akcję. Piłka od lewej strony formacji defensywnej, poprzez "przegranie jej" środkiem boiska, trafiła do Bonara. Pomocnik Startu Namysłów sprytnie przerzucił futbolówkę nad bogdanowicką defensywą, a ta spadła pod nogi wbiegającego w tempo Ciąglewicza. Przemek natychmiast przyjął piłkę na klatkę piersiową, a następnie uderzył z pierwszej piłki, tuż obok próbującego interweniować Bąkowskiego. Straty zostały wyrównane, a radość strzelca była podwójna, gdyż gol na 1-1 był dla młodego napastnika NKS-u premierowym w I zespole.
Do końca I części spotkania nic wielkiego pod obiema bramkami już się nie wydarzyło, dlatego też po gwizdku oznajmiającym pauzę drużyny schodziły przy wyniku polubownym. Co ważne, żadną ze stron do końca nie satysfakcjonującym. Goście przed przerwą imponowali sumienną realizacją nakreślonych przez trenera Remienia założeń taktycznych. Nie było w ich grze zbędnych fajerwerków. Rywale bazowali na groźnych kontratakach i bardzo groźnych, dalekich wyrzutach z autu doświadczonego Grzegorza Kaliciaka. Co charakterystyczne, obu stronom nie można było odmówić twardej i nieustępliwej walki. Piłkarsko namysłowski Start nie wyglądał źle, dlatego można było mieć nadzieję, że po przerwie chłopcy zagrają jeszcze bardziej zdeterminowani, co pozwoli im cieszyć się pierwszym kompletem punktów.

Nasze oczekiwania potwierdzały pierwsze minuty po przerwie, gdy gracze NKS-u dosyć zdecydowanie zaatakowali przedpole "Bogdanki". Chłopcy chcieli możliwie szybko wyjść na prowadzenie i przed taką szansą stanęli już w 48'. Dobrą akcję przeprowadziliśmy prawym sektorem boiska, gdy Ciąglewicz zagraniem ze środka pola uruchomił Samborskiego. Rafał w ostatniej chwili "złapał" futbolówkę wślizgiem przed linią końcową i ta chwilę później trafiła do Bonara, który z niewielkiej odległości (stał 3 metry od znajdującego się na krótkim słupku golkipera) zdecydował się na strzał. Niestety, jeden z ofiarnie wracających defensorów gości zdołał wystawić nogę i zablokował próbę "Boniego". Szkoda tej okazji tym bardziej, że gdyby Łukasz zdecydował się zagrać do osamotnionego przed bramką P.Pabiniaka, to ten miałby przed sobą pustą bramkę. Co gorsza, w 52' nasi chłopcy "nadziali się" na zabójczą kontrę Bogdanowic. Rywale szybko przemieścili się pod naszą bramkę, gdzie w finalnym momencie jeden z pomocników zagrał piłkę między namysłowskich stoperów do Lalko. Widząc wychodzącego z bramki Kuleszkę, autor pierwszego trafienia sprytnie podciął nam nim futbolówkę i ta spokojnie poszybowała do siatki. Goście mieli więc po raz drugi powody do dużej radości.
W 58' miało miejsce bardzo kontrowersyjne zdarzenie. Dodajmy, że była to jednocześnie... ostatnia dobra sytuacja, po której mogliśmy jeszcze wrócić do gry. Na wysokości 30 metra, z lewej strony boiska, piłkę przy rzucie wolnym ustawił sobie Wilczyński. Uderzając, dokręcił ją "na krótki słupek", gdzie aktywnie nabiegali na "skórę" nasi atakujący. Wydawało się, że nikt i nic nie powstrzyma Maciejewskiego przed strzeleniem gola, jednak w momencie składania się do strzału Bartek "ściągnięty" został do parteru przez jednego z rywali. Arbiter nie zauważył jednak tej sytuacji i o jedenastce mogliśmy zapomnieć. Ba, dodatkowo pozbawił nas też kornera, choć rywal profilaktycznie ratował się wybiciem piłki głową poza linię końcową.
W 62' oglądaliśmy "bombę" Kaliciaka z rzutu wolnego, wykonywanego z lewego sektora boiska. Kuleszka z dużymi kłopotami "wypluł" piłkę przed siebie, wprost pod nogi wbiegającego napastnika gości. Na szczęście rywal nie przyłożył się do strzału i nie trafił w światło bramki. Najgorsze było jednak przed nami, bowiem od tego momentu gra namysłowian zupełnie siadła. Można było odnieść wrażenie, że chłopcy nie wierzą już w dogonienie wyniku, grając bardzo statycznie i bez przekonania. Zespołu nie pobudził nawet Tomasz Kozan. Nasz kapitan słynie z wyrażania głośnych reprymend w kierunku swoich kolegów, lecz w sobotę był nie do poznania, apatyczny i osowiały. Trudno się jednak Tomkowi dziwić, gdyż w dniu meczu dowiedział się o śmierci dziadka, zresztą wiernego kibica naszego klubu (wyrazy współczucia Tomku). Dodajmy, że przedmeczowa minuta ciszy była poświęcona właśnie członkowi rodziny naszego kapitana.
Bogdanowiczanie w ostatnich kilkunastu minutach zawodów przejęli inicjatywę w grze i z każdą upływającą minutą nasze obawy o stratę trzeciego gola stawały się coraz bardziej realne. W 79' Kaliciak ponownie próbował swoich sił z rzutu wolnego (lewy narożnik szesnastki), jednak Kuleszka okazał się czujny i efektowną paradą wybił futbolówkę w aut. Do piłki podszedł etatowy wykonawca tego elementu gry, czyli... Kaliciak. Rzucił "kulę" na krótki słupek do Lalko, który głową trafił w okienko bramki NKS-u, tym samym kompletując hat-tricka. Czerwono-czarni rozkleili się wówczas całkowicie. Wyglądali, jakby ostatnie minuty musieli grać za karę. Nie było już żadnej nadziei, że zdołamy powalczyć choćby o trafienie kontaktowe. Bogdanowiczanie mogli podwyższyć wynik w 88', gdy przeprowadzili płynną akcję prawą flanką. Dobrą piłkę na krótkim słupku otrzymał Nielek (piąty metr), lecz na nasze szczęście piłka w niewielkiej odległości minęła słupek bramki strzeżonej przez namysłowskiego "Dudka". Na tym boiskowe emocje zakończyły się.

Czerwono-czarni przegrali jedno z bardziej istotnych spotkań rundy jesiennej. Było ono o tyle ważne, gdyż ulegliśmy rywalowi, który podobnie jak my, w tym sezonie skupi się pewnie na walce o utrzymanie. Pierwsze 45 minut oraz początek drugiej połowy, to okres gry NKS-u, który dawał nadzieję na korzystny wynik. Jednak po starcie drugiego gola zespół stracił wiarę w osiągnięcie dobrego rezultatu i w efekcie oddał pole gry przeciwnikowi. Opisana postawa w dużym stopniu zaważyła na końcowym rozstrzygnięciu, z którego cieszyli się tylko goście. Oglądając ostatnie 30 minut w wykonaniu naszych ulubieńców, trudno cokolwiek optymistycznego napisać. Kibic ma jednak to do siebie, że wierzy w swój zespół wbrew otaczającej go rzeczywistości. Dlatego choć jesteśmy sobotnią porażką mocno rozgoryczeni, wierzymy, że w następny weekend Start Namysłów podniesie się z kolan i z Częstochowy (tym razem udamy się na mecz z Victorią) wrócimy z wynikiem dającym nadzieję na lepszą przyszłość. [G, KK]

 
 * KLUB
    O klubie
    Stadion
    Sukcesy
    Historia
 * SENIORZY
    Kadra
    Tabela
    Wyniki
    Statystyka
 * JUNIORZY MŁODSI
 * SKLEP