|
|


Częstochowa, dn. 27.08.2011 r. (sobota) - godz. 17:47
4. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
SKRA CZĘSTOCHOWA - NKS START NAMYSŁÓW 2-1 (1-1)
0-1 P.Pabiniak 26' (asysta Juchniewicz)
1-1 Kozieł 45+1' głową
2-1 Gliński 56' głową
SKRA: Bensz [k2] - Krasnodębski (60.Kowalski), Nogal, Gerega, Piwiński, Gliński, Musiał [k1] (46.Maciaszek), Korbel (46.Krawczyk), Stefański, Mazur, Kozieł (77.Pietrasiński).
Rezerwowi: Majchrzak, Bik, Rados.
Trener: Jan WOŚ. Stroje: niebieskie (z białymi wypustkami).
NKS START: Kuleszka - Zalwert, Kozan [k], Juchniewicz, Kamil Błach (61.Maryniak) - Wilczyński (85.Domalewski), Maciejewski (46.Samborski), Bonar, M.Raszewski, Ciąglewicz (61.Biliński) - P.Pabiniak.
Rezerwowi: Stasiowski, Ł.Pabiniak. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czerwone koszulki - czarne spodenki - czerwone getry.
Sędziowali: Piotr Skuza (prezes Częstochowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, jako główny) oraz Łukasz Pabiniak (przedstawiciel Startu Namysłów) i Daniel Siembieda (przedstawiciel Skry Częstochowa).
W/w osoby poprowadziły zawody, gdyż do Częstochowy nie dojechała trójka sędziowska wyznaczona przez Kolegium Sędziów Śląskiego ZPN. Mecz rozpoczął się z 47-minutowym opóźnieniem.
Żółte kartki: Kozieł (49.) - Kozan (55.), Bonar (63.).
Widzów: 150.
Mecz trwał: 96 minut (47+49).
Sobotni mecz częstochowskiej Skry ze Startem Namysłów postrzegany był przez kibiców jako mecz dwóch beniaminków o zupełnie różnych celach. W tym sezonie czerwono-czarni skazani są na walkę o zachowanie ligowego bytu, natomiast gospodarze mają ambitne plany podboju III ligi śląsko-opolskiej. A że potencjał i dotychczasowe wyniki obu zespołów potwierdzały przedsezonową tezę, większość sympatyków futbolu zgromadzonych na rezerwowym obiekcie Skry zakładała raczej bezproblemowe zwycięstwo swoich ulubieńców. Częstochowianie rzeczywiście sięgnęli po 3 punkty, ale nie po piłkarskim spacerku, lecz poważnym wysiłku. Należy tu jednak dodać, że wygrana przypadła im w udziale jak najbardziej zasłużenie.
Spotkanie rozpoczęło się z 47-minutowym opóźnieniem. Powodem poważnej "obsuwy" była absencja sędziowskiej trójki z Opola, wyznaczonej do prowadzenia spotkania. Kilkanaście minut przez zawodami na stadion dotarła wiadomość, że arbitrzy pomylili mecze i zamiast w Częstochowie, pojawili się w... Chróścicach. Ostatecznie znaleziono sędziego awaryjnego, którym został Pan Piotr Skuza, prezes Częstochowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Na liniach partnerowali mu... Łukasz Pabiniak (rezerwowy zawodnik czerwono-czarnych) oraz Daniel Siembieda (były kierownik częstochowskiej Skry).
Pierwszy gwizdek arbitra usłyszeliśmy więc o 17:47, a żeby było ciekawiej, w tym momencie elektroniczny zegar na obiekcie wskazywał temperaturę 54°C w słońcu! Piłkarzom można było jedynie współczuć, że zamiast cieszyć się upalną pogodą, de facto była ona ich dodatkowym przeciwnikiem.
Gospodarze od początku przystąpili do ataków bramki Startu. Pod naszą bramką gorąco zrobiło się już w 2', gdy bezpośrednio po kornerze Kuleszka intuicyjnie wybił futbolówkę przed siebie. Zresztą przez kilkanaście kolejnych minut obraz gry wyglądał podobnie. Grający krótką piłką częstochowianie często zapędzali się w okolice szesnastki NKS-u, tam próbując przechytrzyć naszą defensywę. W 13' Mazur świetnie dogrywał "skórę" z lewej flanki, której Kuleszka nie sięgnął. Wydawało się, że nadbiegający rywal skieruje piłkę do siatki, jednak na przeszkodzie stanął mu ofiarnie interweniujący Błach, który zdołał zablokować strzał. 4 minuty później "Skrzaki" zaatakowały prawą stroną. Tym razem Nogal odnalazł prostopadłą piłką Glińskiego, który mocnym uderzeniem z 23 metrów próbował zaskoczyć "Dudka". Nasz golkiper poradził sobie jednak z kąśliwą próbą rywala. Za chwilę (18') Musiał posłał środkiem boiska wysoką piłkę do Kozieła. Na szczęście znajdujący się w dobrej sytuacji napastnik Skry (był na 8 metrze) nieczysto główkował i Kuleszka nie miał żadnych kłopotów z pochwyceniem "kuli" w rękawice. Dominacja miejscowych była widoczna, co potwierdziła kolejna ich sytuacja. W 19' Gliński zagrał do Stefańskiego, a ten bez większych problemów oszukał dryblingiem Błacha, po czym już w polu karnym piętą wystawił piłkę jednemu z partnerów. Dobrze, że połapali się w tym wszystkim nasi defensorzy i w porę sytuację wyjaśnili.
Namysłowianie po raz pierwszy przetestowali Bensza dopiero w 23'. Wówczas to po dośrodkowaniu Juchniewicza, z 16-tu metrów główkował P.Pabiniak. Jego próba nie była jednak groźna, więc golkiper Skry spokojnie wyjaśnił sytuację. 3 minuty później na trybunach obiektu przy Powstańców zapanowała konsternacja. Trudno się jednak temu dziwić, bowiem głównie broniący się do tej pory namysłowianie wyszli na prowadzenie! Najpierw z ponad 30 metrów z rzutu wolnego porządnie kropnął Juchniewicz. Nisko lecąca futbolówka trafiła w jednego ze stojących rywali, po czym wróciła przed szesnastkę. Jacek zdołał do niej doskoczyć ponownie i "dziubnął ją", chcąc pewnie zapobiec kontratakowi. "Kula" trafiła pod nogi P.Pabiniaka, który najpierw przepchnął się z rywalem, po czym uderzył po ziemi w lewy róg bramki. Mający za sobą występy w ekstraklasie Bensz złapałby futbolówkę bez większego wysiłku, ale ta otarła się jeszcze od nogi jednego z częstochowskich obrońców i nabierając dziwnej rotacji, łukiem ominęła jego ręce i wtoczyła się tuż przy jego lewym słupku do siatki! Na ławce rezerwowych Startu zapanowała uzasadniona radość. Cieszył się też jeden... z liniowych, oczywiście ten z żółtą chorągiewką (czyli kuzyn Patryka, Łukasz Pabiniak - przyp. aut.).
Gracze Skry takim obrotem sytuacji byli mocno zaskoczeni. Mimo to kilkadziesiąt sekund później mogli doprowadzić do wyrównania (27'). Groźną akcję zapoczątkował niezwykle aktywny, ale i kreatywny w całym spotkaniu Gliński, który najpierw zwodem oszukał pilnującego go zawodnika, po czym posłał prostopadłą piłkę do Kozieła. Wysoki napastnik Skry znalazł się z piłką w bocznym sektorze pola karnego, na wysokości 11-tego metra. Strzelił mocno na bramkę Kuleszki, ale ten popisał się świetnym refleksem i sparował piłkę na korner. Widać jednak było, że prowadzenie Startu wybiło z rytmu "Skrzaków". Nie atakowali już z takim impetem, jak przed utratą gola, choć nadal zagrażali namysłowskiej świątyni. W 31' znów "zaśmierdziało" pod namysłowską bramką. Po aucie Krasnodębskiego piłkę na 7 metrze otrzymał Piwiński, który od razu zdecydował się strzelić. Na szczęście trafił w jednego z ofiarnie interweniujących namysłowian i futbolówka po rykoszecie minęła słupek naszej świątyni. Kilkadziesiąt sekund później przerabiamy ten sam scenariusz. Tym razem jeden z częstochowian mocno uderzył z 18-tu metrów, ale kolejny namysłowianianin rzucił się w "linię strzału" i dzięki temu piłka poleciała poza linię końcową.
Czerwono-czarni odsunęli nieco grę od własnego przedpola i kilka minut upłynęło, nim gracze Skry dostosowali się do taktyki naszych pupili. W 35' gospodarze grą z klepki szybko jednak przemieścili się z piłką na nasze przedpole, a w decydującym momencie, z lewej strony szesnastki, strzelił młodziutki Korbel. Mogliśmy odetchnąć, bo piłka poszybowała prosto w ręce stojącego w bramce Kuleszki. Z kolei w 39' dośrodkowanie Glińskiego z kornera trafiło idealnie na głowę Nogala, który główkował z 7 metrów. Brawa zebrał jednak Kuleszka, gdyż stał tam, gdzie leciała piłka i pochwycił ją w rękawice. W 41' częstochowianie wyprowadzili kontratak. Korbel minął Zalwerta, po czym z lewego sektora boiska precyzyjnie dośrodkował na 8 metr. Adresat Stefański powinien skierować piłkę między słupki, jednak źle złożył się do strzału i "skóra" poszybowała obok prawego słupka bramki namysłowskiego "Dudka". Kibice Skry mieli w tym momencie uzasadnione pretensje do "Stefana", gdyż okazja tego typu powinna być zamieniona na gola. Nieliczni sympatycy Startu na trybunach mogli natomiast głęboko odetchnąć. Chwilę później (42') Piwiński z narożnika szesnastki "poszukał krótkiego rogu" bramki NKS-u, ale po jego strzale (po ziemi) Kuleszka znów był na posterunku.
Szkoda, że po zdobyciu prowadzenia nasz zespół niespecjalnie kwapił się do odważniejszych ataków, zwłaszcza po kontratakach. Owszem, czerwono-czarni ustawiali się wysoko w ofensywie, chcąc w ten sposób zatrzymać parę stoperów jak najbliżej ich szesnastki. W środku pola zostawało jednak zbyt dużo wolnej przestrzeni, której środkowi nie potrafili należycie kontrolować. Gracze Skry sporo akcji wyprowadzali prawą flanką, gdzie motorem napędowym był Gliński. Nietuzinkowy gracz z dużą swobodą operował piłką, wdając się w sporo (przeważnie zwycięskich) dryblingów. Miał też oczy dookoła głowy, stąd koledzy z przodu mogli liczyć na jego dokładne podania.
Po zdobyciu prowadzenia namysłowianie wybili rywali z rytmu, ale zbyt mocno ograniczali się tylko do destrukcji. Ułatwiali w ten sposób zadanie gospodarzom, ciągnącym w kierunku bramki Startu niczym ćmy do światła. W 42' ponownie zrobiło się groźnie w polu bramkowym Kuleszki. Z prawej strony boiska atakujący Krasnodębski wypchnięty został pod linię końcową. Mimo to zdołał dośrodkować przed bramkę, gdzie czyhał już Kozieł. Jego główka z kilku metrów nie była jednak precyzyjna. Piłka po koźle zmierzała wprawdzie w światło świątyni Kuleszki, lecz na tyle wolno, że Paweł spokojnie wyjaśnił sytuację. W ostatniej minucie regulaminowego czasu I połowy kapitalnym crossem przez pół boiska popisał się Gerega. "Skóra" trafiła do Stefańskiego, a ten zdecydował się na bezpośrednie uderzenie. Z bezpośredniego elementu zaskoczenia wyszedł mu jednak... średniej jakości strzał, z którym nasz golkiper nie miał wiele pracy.
Wydawało się, że na przerwę obie jedenastki zejdą przy prowadzeniu Startu. Tymczasem w pierwszej minucie doliczonego czasu I połowy Skra doprowadziła do wyrównania. Przy dośrodkowaniu poprzedzającym główkę Kozieła błąd popełnił Błach, który mając czas i piłkę przy nodze (po lewej stronie) zamiast wybić ją daleko przed siebie, w ostatniej chwili zmienił decyzję. W efekcie zablokował go Krasnodębski, a piłka trafiła do Glińskiego, który dośrodkował ja na 7 metr. Tam wspomniany przed chwilą Kozieł trafił w wewnętrzną część poprzeczki i "skóra", odbijając się jeszcze od murawy, ostatecznie wpadła do bramki. Kilkanaście sekund później Pan Skuza zaprosił obie drużyny do szatni.
Zaraz po zmianie stron autor wyrównującego trafienia znów próbował oszukać Kuleszkę, lecz jego groźna próba nie znalazła drogi do siatki (46'). W 54' arbiter popełnił spory błąd, przyznając korner Skrze po... główce jednego z jej piłkarzy. Na szczęście po stałym fragmencie gry serca mocniej nam nie zabiły. Optyczna przewaga ponownie należała do częstochowian, ale podopieczni Bogdana Kowalczyka jakoś sobie radzili. Niestety, w 56' straciliśmy kolejną bramkę i sytuacja zrobiła się nieciekawa. Po akcji "Skrzaków", z lewej strony precyzyjnie zacentrował Mazur, a nadbiegający na długi słupek Gliński z 8 metrów główkował kontrująco na słupek krótki. A że uczynił to celnie, to i "Dudek" nie miał wiele do powiedzenia. Wydaje się, że przy w tej sytuacji nieco lepiej mógł zachować się Błach, w którego strefie bez asekuracji znalazł się strzelec gola. Tak, czy inaczej, na trybunach słuchać było oddech ulgi, gdyż faworyt wreszcie dopiął swego. Od tego momentu częstochowianie nie forsowali już tempa, ale i tak prezentowali się korzystniej od ambitnie walczącego NKS-u.
W 62' efektowną interwencją popisał się Kuleszka, wyciągając piłkę "z okienka" po bombie z rzutu wolnego Krawczyka (z ok. 30 metrów). Za chwilę w środkowej strefie boiska zagotował się Bonar i bezpardonowo zaatakował Stefańskiego, z którym wcześniej miał już "na pieńku". Arbiter słusznie ukarał naszego gracza żółtym kartonikiem. W 65' wspomniany Stefański sfinalizował akcję kolegów, z prawej strony dogrywając do wbiegającego przed bramkę Kozieła. Strzelec wyrównującego gola zachował się jednak jak trampkarz, w znakomitej sytuacji (12-ty metr) posyłając piłkę obok prawego słupka. W 72' namysłowianie egzekwowali rzut wolny na 30-tym metrze (po faulu Nogala na Samborskim). Do futbolówki podszedł P.Pabiniak, ale jego próbę po ziemi zablokowali rywale. Później wszystko wróciło do normy, tzn. jeśli pachniało golem, to przede wszystkim pod namysłowską bramką.
W 73' Skra wyprowadziła szybką akcję z własnej strefy. Z prawej strony Gliński zagrał w szesnastkę do Kozieła, ale ten będąc sam na sam z Kuleszką, został przez niego na 6-tym metrze kapitalnie zatrzymany! Ewentualnego gola arbiter i tak nie mógłby uznać, bowiem w momencie podania strzelający był na ofsajdzie. 2 minuty później Kozieł znalazł w końcu drogę do siatki, ale i tym razem sędzia dopatrzył się spalonego po jego strzale głową (choć wydawało się, że futbolówka otarła jeszcze o jego rękę). Czerwono-czarni odgryźli się w 82', gdy Samborski z sytuacyjnej piłki uderzył z odległości ok. 27-28 metrów. Piłka poszybowała jednak wysoko nad bramką Bensza. Ostatnią, godną odnotowania akcję, kibice zobaczyli w 83'. Wtedy to gola mógł zdobyć Stefański (po "przebitce" piłki z Kozanem), jednak jego sprytne uderzenie z linii pola karnego końcami palców przeniósł nad poprzeczką Kuleszka. Na tym podbramkowe emocje w tym spotkaniu zakończyły się.
Obiektywnie rzecz biorąc, sobotnie zwycięstwo przypadło Skrze jak najbardziej zasłużenie. Gospodarze przez większą część zawodów dominowali na boisku i tylko "dzięki" swej nieskuteczności zakończyli mecz minimalnym zwycięstwem. W sobotę namysłowianie nie zachwycili. Owszem, imponowali boiskowym zacięciem, determinacją w grze, a przede wszystkim walką. Okazało się jednak, że na tle rywala o większym potencjale, walory ambicjonalne nie wystarczyły do wywalczenia choćby punkty. Miejscowi pokazali publiczności kilka, wysokiej klasy akcji. Przede wszystkim chwaleni byli za fakt, że mimo utraty gola w najmniej oczekiwanym momencie, konsekwentnie realizowali nakreślony przez trenera Wosia plan. Ich jedynym słabszym momentem było kilka minut po wspomnianej stracie bramki, gdy namysłowianie wykorzystali efekt zaskoczenia miejscowych, skutecznie ich neutralizując.
Przy odrobinie piłkarskiego szczęścia, mogliśmy jednak pokusić się o korzystny wynik. Ale pamiętajmy że szczęście, to nie jest walor stricte piłkarski. Być może mecz mógłby mieć dla nas bardziej przyjemny scenariusz, gdyby Start nie stracił bramki już w przedłużonym czasie I części spotkania. Stało się jednak inaczej i po zmianie połówek Gliński, reżyser gry Skry, został bohaterem miejscowych kibiców. Do Namysłowa musieliśmy więc wracać w przykrych nastrojach. Liga nie kończy się jednak na meczu w Częstochowie. Za tydzień do Namysłowa zawita Start Bogdanowice, który podobnie jak czerwono-czarni, na razie nie zachwyca. Dla obu klubów będzie to więc bardzo ważny pojedynek. Miejmy nadzieję, że czerwono-czarni zdołają odwrócić złą kartę i w następny sobotni wieczór wzniesiemy wreszcie toast za 3 punkty. [KK]



|
|