|
|


Namysłów, dn. 13.08.2011 r. (sobota) - godz. 17:00
1. kolejka III ligi śląsko-opolskiej (klasa rozgrywkowa nr 4)
NKS START NAMYSŁÓW - POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 0-0
NKS START: Kuleszka - Ł.Pabiniak (90.Biliński), Kozan [k], Maciejewski, Kamil Błach - Szpak, Juchniewicz, Wilczyński (90+4.Bojarzyński), M.Raszewski (78.Ciąglewicz), Samborski (82.Zalwert) - P.Pabiniak.
Rezerwowi: Stasiowski, Domalewski. Trener: Bogdan KOWALCZYK. Stroje: czerwone (z czarnymi wypustkami).
POLONIA: Franke - Gersok, Króliczek, Mazur [k], Suchecki, Bruź (65.Paździorny), Rączka, Rybak (70.Sikora), Kaszok, Kaczmarczyk (90+3.Pastuszak), Hendel (65.Pasko).
Rezerwowi: Wojtynek, Komar, Majsner. Trener: Piotr MROZEK. Stroje: czarne.
Sędziowali: Waldemar Wysocki (jako główny) oraz Piotr Wysocki i Tomasz Góźdź (wszyscy KS Opole).
Żółte kartki: Maciejewski (73.), Juchniewicz (90+4.) - Rybak (57.).
Widzów: 200.
Mecz trwał: 97 minut (47+50).
Premiera III-ligowego sezonu 2011/12 zapowiadała się w Namysłowie ciekawie. Na obiekt Startu zawitała Polonia Łaziska Górne, czyli reprezentant Górnego Śląska. Zespół, który w ubiegłym sezonie jako beniaminek zajął wysoką, 6. pozycję, zamierzał poważnie przeegzaminować tegorocznego nuworysza. Oczywiście czerwono-czarni beniaminkiem są tylko z nazwy, wszak jeszcze w czerwcu 2010 roku występowali w śląsko-opolskim towarzystwie. Dlatego nielicznie zgromadzeni kibice liczyli, że mimo różnicy potencjałów, obejrzą zacięte zawody. I tak rzeczywiście było.
Zawody rozpoczęły się od wzajemnego badania sił. W początkowych 10 minutach nie odnotowaliśmy żadnej ciekawej sytuacji pod bramkami obu zespołów. Po namysłowianach widać było, że do spotkania przystąpili bardzo spięci. Można było odnieść wrażenie, jakby wszyscy czerwono-czarni doświadczali debiutu w nowej dla siebie, piłkarskiej rzeczywistości, podczas gdy faktycznie III-ligowych debiutantów w wyjściowym składzie pojawiło się tylko trzech (Kamil Błach, Juchniewicz oraz Wilczyński). Gwoli ścisłości dodajmy, że w sobotę łącznie zagrało ich pięciu (dodatkowo wchodzący na zmiany Biliński i Ciąglewicz). Niepokój NKS-u w boiskowych poczynaniach nie zapowiadał nic dobrego, tym bardziej, że rzucającym się w oczy atutem gości były ich świetne warunki fizyczne.
Pierwszą, godną odnotowania sytuację skonstruowali czerwono-czarni. W 10' dwójkową akcję przeprowadzili P.Pabiniak oraz Samborski. "Sambor" otrzymał od Patryka prostopadłe zagranie w szesnastkę, jednak strzelił zbyt lekko (nie trafił czysto w piłkę), by Franke mógł mieć jakiekolwiek kłopoty z interwencją. Poloniści odpowiedzieli w 12', gdy prawą flanką wyprowadzili szybki kontratak. Hendel uruchomił Bruzia, który w decydującym momencie mocno wstrzelił futbolówkę wzdłuż 4. metra. Na nasze szczęście Kaczmarczykowi zabrakło dosłownie kilkunastu centymetrów, aby przeciąć lot "skóry" i ulokować ją w siatce. W 16' aktywny Bruź ponownie przeprowadził prawym skrzydłem ciekawą akcję, po czym już z pola karnego (z dosyć dużego kąta) próbował podawać przed bramkę. Kuleszka zdołał jednak zapobiec zagrożeniu, skutecznie interweniując... nogami. Posiadający inicjatywę łaziszczanie nadal nękali gospodarzy. W 20' Bruź świetnym, prostopadłym podaniem uruchomił Hendela. Futbolówka minęła linię obronną NKS-u, jednak zagranie znakomicie odczytał Kuleszka. Momentalnie wystartował do piłki i w ostatniej chwili wygarnął ją spod nóg napastnika gości. W 24' świetnie wyrzucający piłki z autu Bojan, tym razem na wysokości szesnastki posłał ją na krótki słupek. Defensorzy Startu odczytali zamiary rywala i jeden z nich zdołał wybić "kulę" poza obręb pola karnego. Tam jednak momentalnie doskoczył do niej Mazur, jednak jego mocny strzał poszybował 2 metry nad poprzeczką.
Goście nie zwalniali tempa. W 32' egzekwowali rzut rożny z prawej strony boiska. Wydawało się, że korner został źle wybity, bowiem futbolówka leciała na wysokości kolan. Tymczasem doskoczył do niej na krótkim słupku Rybak i tylko refleksowi Kuleszki zawdzięczaliśmy, że nie wpadła ona do siatki. Jednak na naszym przedpolu powstało ogromne zamieszanie, a poloniści próbowali dwukrotnie dobijać. W końcu sytuację wyjaśnili namysłowianie, wybijając "kulę" na bezpieczną odległość.
W tym momencie podbramkowe atrakcje zostały przed przerwą zakończone. Owszem, rywale do końca I połowy dominowali na murawie, wykonując pod naszym polem karnym sporo autów i kornerów. Ale namysłowianie nie dopuszczali już graczy Polonii do bezpośredniego zagrożenia bramki, a jeśli jakakolwiek akcja nosiła takie znamiono, to skutecznie je zażegnywali. Również czerwono-czarni wykonywali przed przerwą kilka stałych fragmentów gry, lecz wysocy zawodnicy z Łazisk oraz ich golkiper, skutecznie kasowali nasze dośrodkowania.
Drugie 45 minut znakomicie rozpoczęło się dla Startu. Już w 48' mieliśmy szansę na objęcie prowadzenia. Po kornerze Szpaka na krótki słupek (z lewej strony boiska), dobrze do futbolówki wystartował Kozan, popisując się precyzyjną główką w światło bramki. Niestety, przed utratą zdawałoby się, pewnego gola, uratował gości... Juchniewicz, który wbiegł w linię strzału i futbolówka odbiła się od jego pleców, po czym trafiła w ręce Franke'go.
W 50' lewym sektorem boiska dynamicznie z piłką pognał jeden z polonistów, po czym ostro wstrzelił piłkę w szesnastkę. Ta spadła pod nogi Błacha, który zamiast wybijać ją do boku, niezdarnie kopnął "skórę" tuż przed szesnastkę. Tam nabiegł na nią Suchecki i wolejem uderzył na bramkę. Czujny Kuleszka zdołał jednak odbić futbolówkę do boku.
W 75' Kaczmarczyk pociągnął z piłką lewą stroną boiska, następnie ściął w kierunku szesnastki i bardzo mocno uderzył z 20 metrów. Pędząca z dużą prędkością futbolówka o metr minęła krótki słupek namysłowskiej bramki i wynik nadal brzmiał 0-0. 10 minut później (85') szczęścia zza pola karnego próbował natomiast Sikora. Jego próba też jednak nie przyniosła pożądanych przez gości efektów ("kula" poszybowała jakieś 3 metry od dalszego słupka).
W końcówce czerwono-czarni mogli pokusić się o zgarnięcie pełnej puli. W 87' P.Pabiniak przedarł się prawym skrzydłem, po czym momentalnie zatrzymał się, przekładając piłkę na prawą nogę. Zwiódł tym dwóch defensorów z Łazisk, którzy wbiegali w bramkę, na linii szesnastki pozostawiając osamotnionego Szpaka. Patryk inteligentnie wykorzystał tę sytuację i zacentrował do Łukasza, który natychmiast uderzył głową. Futbolówka, niczym "spadający liść" zmierzała idealnie przy słupku, na boczną, wewnętrzną siatkę bramki. Ale gdy kibice podrywali się z miejsc, golkiper Polonii fantastyczną interwencją zapobiegł utracie gola. Rzucił się niczym kot w kierunku spadającej za nim piłki i końcami palców przeniósł ją nad poprzeczką. Przyznać trzeba, że interwencja Franke'go była wprost genialna, by gdyby nie on, prawdopodobnie 3 punkty pozostałyby w Namysłowie. Czerwono-czarni w 89' wykonywali jeszcze rzut wolny z narożnika pola karnego. Do piłki podszedł Juchniewicz, jednak jego strzał był tyleż mocny, co niecelny. Arbiter do regulaminowego czasu gry doliczył 4 dodatkowe minuty, ale kibice nie zobaczyli już żadnej akcji, która pachniałaby golem.
Z przebiegu 90 minut gry wydaje się, że remis jest wynikiem sprawiedliwym. W I części spotkania spięci namysłowianie popełnili kilka błędów, ale dopisało nam szczęście i bramki nie straciliśmy, choć parę razy pod bramką Kuleszki było gorąco. W drugiej połowie podopieczni Bogdana Kowalczyka zaprezentowali się zdecydowanie korzystniej. Nie rozminiemy się z prawdą, jeśli napiszemy, że to Start optycznie prezentował się lepiej, posiadając inicjatywę i spychając polonistów na ich połowę. W końcówce nasi chłopcy mogli pokusić się o zadanie decydującego dla losów meczu ciosu, jednak naprawdę dobry strzał Szpaka jeszcze lepiej wybronił Franke. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który według nas nie krzywdzi żadnej ze stron.
Jak na początek sezonu, z punktu wywalczonego z silnym zespołem Polonii możemy być zadowoleni. Miejmy nadzieję, że w kolejnym spotkaniu (za tydzień z Rozwojem Katowice w Namysłowie) przedłużymy passę domowych meczów bez porażki w rozgrywkach ligowych (dziś to już 141 dni) i "Twierdza Namysłów" nadal pozostanie niezdobyta. [G, KK]



|
|